Gary Bartz NTU Troop ‎– Juju Street Songs

A1 I Wanna Be Where You Are
A2 Black Maybe
B1 Bertha Baptist
B2 Africans Unite
B3 Teheran

Gary Bartz – Saksofon Altowy i Sopranowy, Sopranino (malutki saksofon o tonacji wyższej niż alt), Pianino Elektryczne, Perkusjonalia, Wokal.
Andy Bey – Pianino Elektryczne, Perkusjonalia, Wokal.
Stafford James – Bas, Bas Elektryczny, Perkusjonalia, Wokal.
Howard King – Perkusja, Perkusjonalia, Wokal.

Nagrane w Studio Fantasy/Berkeley/California w Październiku 1972.

Po przygodzie na festiwalu Isle of Wight 29 Sierpnia 1970 z zespołem Milesa Davisa, na którym dali koncert o świcie dla 600 tysięcy żądnych psychodelicznego rock’a słuchaczy i nagraniu z Davisem albumu Live-Evil (1971) /świetne solo w ‚What I Say’/, Gary Bartz stał się rozpoznawalną postacią w świecie jazz-fusion. W latach 60tych młodziutki (rocznik 1940) Bartz grał m.in z geniuszem jazzu, charyzmatycznym Charlesem Mingusem (1962-1964). W tym samym czasie współpracował również z innym nieprzeciętnym muzykiem /saksofon altowy, klarnet, flet/ – Eric’iem Dolphy). Lata 60te to także okres współdziałania Bartza z Max’em Roachem i Jazz Messengers Art’a Blakey’a. Na początku lat 70tych Bartz założył organizację NTU Troop. NTU oznacza wschodnio/buddyjsko pojmowaną jedność (ze wszystkimi rzeczami, czasem, przestrzenią, żyjącymi i umarłymi, widzialnym i niewidzialnym). Natchnione podejście. Nagrywa pod tym aliasem 6 albumów, jednym z nich jest ‚Juju Street Songs’ (1972). W swojej muzyce NTU łączyli soul, funk, folk afrykański i hard bop. W skrócie – Fusion.
W 2005 roku Bartz otrzymał nagrodę Grammy za granie na płycie McCoya Tyner’a ‚Illuminations’

Na płycie znalazło się 5 utworów. 2 są autorstwa samego Bartz’a (afrojazzowy ‚Africans Unite’ i ‚Teheran’ z elementami muzyki arabskiej). Jeden ‚Bertha Baptist’ jest sygnowany przez basistę Stafforda Jamesa, który był na przełomie lat 70tych i 80tych członkiem kwartetu Johna Scofielda. Album otwiera cover piosenki śpiewanej na albumie ‚Got To Be There’ (1972) przez młodego Michaela Jackson’a- ‚I wanna be where You are’. Jednak kluczowym numerem dla architektury albumu jest cover Steviego Wondera, blisko 10cio minutowy ‚Black Maybe’.

Płyta zaczyna się sennym intro saksofonu i elektrycznego pianina. Bartz zaczyna swingować. Wchodzi perkusja. Ładna, trochę łzawa melodia. Czyste brzmienie, bardzo rytmicznie. Świetny groove. Solo Bartza zaczyna odpływać nieco w atonalne frazowanie, charakterystyczne dla free jazzu, z którym Bartz wówczas muzycznie flirtował. Nadchodzi wyciszenie, po czym wchodzi już wolniejszy, bardziej odprężony groove. Bartz zaczyna kolejne solo, jeszcze żywsze, miejscami jeszcze bardziej free. Z pozytywnej aczkolwiek nieco mdławej piosenki śpiewanej w oryginale przez Jacksona wyciska ile się da.

‚Black Maybe’ to zadymiony blues. Saksofon Altowy Bartza robi klimat. Do tego świetny wokal (Andy Bey ?). Bardzo wolno i majestatycznie. Utwór, jak to Wondera, jest świetny, wielowymiarowy. Kołysze. Wycisza. Po szaleństwach ‚I wanna be where You are’ jest prawdziwym ukojeniem dla uszu. W pewnym momencie zaczyna się miękki swing. Interesujące hard bopowe solo, ze zmianami instrumentów. Pojawiają się nawet studyjne efekty wokalne. Pro. Psychodela A.D. 72′.

‚Bertha Baptist’ zaczyna się basową wkrętką. Soczysty funk, w końcu skomponowany przez basistę fusion, grającego m.in. z Roy’em Ayersem i Sun Ra. Kwartet gra z mocą, jazz-rockowo, ciekawie komplikując rytmikę. Elektryczne pianino (Fender?) robi brzmienie. Hit.

‚Africans Unite’ oddaje muzyczne korzenie Bartza. Królują instrumenty perkusyjne. Jest w tej muzyce element słonecznego szaleństwa. Motyw przewodni ma moc. Mimo wrażenia chaosu znajduje się to wszystko w kompozycyjnym porządku. Jest w tym numerze dużo wolności (free), chociaż struktura pozostaje coltrane’owska, hardbopowa. Plus efekty (reverb) na koniec. Klasa.

‚Teheran’ to utwór dla fanów wschodnich brzmień. Saksofon zawodzi, jakby opowiadał przaśną historyjkę o Alibabie. Ale brzmi to świetnie. Improwizacja rozwija się klarownie aż dochodzi do sola pianina elektrycznego. Klamrą zamyka ten utwór solo Bartz’a. Nie komentuję perkusjonalnych efektów rodem z filmu klasy B.

Podsumowując – to zaskakująco bogata w treść płyta. 2 covery ze strony A charakteryzują się bogatą i skomplikowaną melodycznie strukturą. Otwierający B side funk nadaje tej płycie świeżej (mimo upływu 41 lat) energii. Świetnie wypada afrykańska podróż Bartza w ‚African Unite’. ‚Teheran’ jest ciekawym, choć trochę przebrzmiałym domknięciem tej muzycznej historii.