Larry Young ‎– Unity

Blue Note 1965

A1 Zoltan
A2 Monk’s Dream
A3 If
B1 The Moontrane
B2 Softly As A Morning Sunrise
B3 Beyond All Limits

Larry Young – Organy Hammonda
Joe Henderson – Saksofon Tenorowy
Woody Shaw – Trąbka
Elvin Jones – Perkusja

Według wielu krytyków 1965 rok był najlepszym w historii Jazzu. Niewątpliwie wiele się wtedy działo. Poszukiwania nowego, modalnego brzmienia były już dosyć zaawansowane. Skończyła się ewidentnie era hardbopu. Wielu artystów próbowało rozszerzyć spektrum swojej muzyki o awangardowe elementy, których prapoczątkiem był „Free Jazz” Ornette Colemana. Rok wcześniej ukazało się „A Love Supreme” Johna Coltrane’a, po którym jazz nie mógł być już taki jak wcześniej – zyskał wiele uduchowienia, nowej melodyjności, niezwykłych form. W Polsce ukazuje się wtedy „Astigmatic” Komedy. Larry Young, ponadprzeciętnie uzdolniony organista, po nagraniu rok wcześniej swego debiutu jako lider dla Blue Note – „Into Something” z Samem Riversem, zafascynowany innowacjami coltrane’owskiej modalnej awangardy, nagrywa „Unity”. Wcześniej inspirował się funk n’ soulowym graniem Jimmiego Smitha (m.in. album „Groove Street” z 1962 roku). Już „Into Something” był odzwieciedleniem zmian, jakie wprowadził Young do swojego grania. Jest ono rytmiczne, ale zdecydowanie bardziej skomplikowane, sprawiające wrażenie nieustannej improwizacji, będace pionierskim zjawiskiem w jazzie. Poprzedza free jazz’owe frazowanie Pharaoha Sandersa współpracującego z Coltranem pod koniec życia mistrza, jak też jazz rockowe psychodeliczne kolaże, w których sam Young zresztą brał udział („Bitches Brew” Davisa, „Emergency” Tony Williams Lifetime). Na Unity wspólnie z Woodym Shawem na trąbce (wcześniej współpracującym m.in. z Horacem Silverem), Joe Hendersonem na saksofonie tenorowym i perkusistą Coltrane’a Elvinem Jonesem osiąga Young niezwykle dojrzałe brzmienie. Kwartet pierwszy raz współpracujących ze sobą muzyków rozumie się wręcz telepatycznie, stąd tytuł – Unity / Wspólnota. 3 kompozycje Shawa („Zoltan”, „The Moontrane” i „Beyond all Limits”), „Monk’s Dream” genialnego Theleniousa Monka, ‚If” Joe Hendersona i „Softly as a morning Sunrise” – klasyk autorstwa Romberga-Hammersteina, składają się na zawartość tej doskonałej płyty. Słucha się jej świetnie, mimio upływu blisko 50 lat. Została ona nagrana jednego dnia – 10tego listopada 1965 roku w studio Van Gelder w New Jersey. Utwory następują po sobie właściwie bez zbędnych przerw, te blisko 40 minut muzyki przepływa jak nowoczesne sety djskie, melodycznie poukładane niemal perfekcyjnie, przechodzące płynnie jeden w drugi, stąd wrażenie ciągłości opowiadanej historii.  Organy Younga brzmią zaskakująco, czasem powodując wrażenie braku logiki, poziom dowolności w tej modalnej układance jest bardzo wysoki. Mimo tego sola Younga nie tracą nic ze swej rytmiczności, płynnosci. Elvin Jones gra nieco hard bopowo, mocno, ale potrafi też przejść w miękki swing, Joe Henderson ociepla ten album brzmieniem swojego saksofonu, nie udziwniając go nadmiernie, grajać z ukłonem w stronę komercyjnego jazzu na najwyższym poziomie. Shaw potrafi wyjść w tonacji poza skalę, doskonale współgra z odjechanym brzmieniem Younga. Ale nie indywidualności są tutaj najważniejsze. Liczy się „team spirit”. Jest to jeden z najlepszych jazzowych zespołów w historii. W gruncie rzeczy „Unity” wypełniają proste melodie. To w jaki sposób są one zagrane, ile energii emanuje z każdego numeru, stanowi istotę ponadczasowości tej płyty. Do tego dochodzi jeszcze jeden element – ekscentryczność Larry Younga. Ten młodo zmarły (w wieku 37 lat) muzyk wynajduje coś nowego, coś, czego wczęśniej nie było – modalne wykorzystanie organów hammonda. Brzmi niezwykle świeżo i oryginalnie, dodaje to „coś więcej” w sumie dosyć standardowemu graniu pozostałych muzyków. Jego pasaże odcinają się od wszystkiego, co zostało nagrane wcześniej. „Unity” to bardzo nowoczesna płyta.