Keith Jarrett ‎– Fort Yawuh

fj1
Impulse! 1973

A1 (If The) Misfits (Wear It)
A2 Fort Yawuh
B1 De Drums
B2 Still Life, Still Life

Dewey Redman – Saksofon Tenorowy, Klarnet
Keith Jarrett – Pianino, Saksofon Sopranowy
Charlie Haden – Bas
Paul Motian – Perkusja, Perkusjonalia
Danny Johnson – Perkusjonalia

W 1964 roku Keith Jarrett przenosi się do Nowego Jorku, gdzie dostaje angaż w New Jazz Messengers Arta Blakey’a. Występuje w tym zespole do 1966 roku. Dosyć szybko decyduje się na zmianę ekipy, zaczyna grać w kwartecie saksofonisty Charles Lloyda wraz z Jackiem de Johnette (który w przyszłości okaże się jego stałym współgraczem) na perkusji. W tym mocno hipsterskim i psychodelicznym zespole gra Jarrett do 1968 roku. Pojawiają się w hipisowskich klubach takich jak legendarny Fillmore West w San Francisco. W międzyczasie Jarrett zaczyna nagrywać jako lider (w sumie ma na koncie ponad 80 albumów!), najpierw w trio z Paulem Motianem (perkusja) i Charlie Hadenem (bas).

W 1970 roku dołącza do grupy Milesa Davisa. Mimo, że nie po drodze mu z elektrycznym brzmieniem tego zespołu (jest zdecydowanym orędownikiem jazzu akustycznego), gra razem z Mistrzem w latach 1970-71. Występuje w 1970 roku na Isle of Wight. Nagrywa z Davisem Live Evil (1971 Columbia) i Live At Fillmore East (1973 Columbia). W 2006 roku Columbia wydaje nagrania z klubu Cellar Door w Waszyngtonie (The Cellar Door Sessions 1970).

W 1971 roku nawiązuje współpracę (trwającą przez całą dalszą muzyczną karierę) z właścicielem niemieckiej wytwórni ECM Manfredem Eicherem. W sumie nagra przez następne 40 lat ponad 60 albumów dla tej wytwórni. Gatunkowo jego twórczość wygląda z perspektywy ECM następująco – klasyka, gospel, folk, blues i oczywiście jazz.

Od 1971 do 1976 roku do wczęśniejszego tria z Motianem i Hadenem dołącza saksofonista Dewey Redman. W kwartecie zwanym „amerykańskim” Jarrett nagrywa 13 albumów (głównie dla Impulse!, ale też dla Atlantic, Columbii i ECM). Muzyka kwartetu była połączeniem free, post-bopu, gospel i wschodnich elementów. Recenzowana tu płyta pochodzi właśnie z tego okresu.

Pod koniec lat 70tych Jarrett nagrywa w ‚skandynawskim’ kwartecie, w składzie z saksofonistą Janem Garbarkiem, basistą Palle Danielssonem i perkusistą Jonem Christensenem (m.in. album ‚Belonging’).

W międzyczasie nagrywa też solo. Owocem takich sesji jest m.in ‚Facing You’ (1971). Nagrania koncertowe solo doskonale dokumentuje ‚The Koln Concert’ (1975) – najlepiej sprzedająca się płyta z pianinem solo w historii.

W 1983 roku zakłada Jarrett trio ‚standardowe’ razem z perkusistą Jackiem De Johnette i basistą Gary Peacockiem. Wydają w sumie 11 albumów, ostatnio w 2009 roku ‚Yesterdays’.

Sławne jest przeczulenie Jarretta na wszelkie zakłócenia podczas koncertów. Potrafił kończyć granie ze względu na głośno zachowującą się publiczność. Widać w jego zachowaniu cechy perfekcjonisty.

Na ‚Fort Yawuh’ (1973) oprócz Redmana, Motiana i Hadena pojawia się na perkusjonaliach Danny Johnson. Płyta została nagrana podczas koncertu 24.02.1973 w nowojorskim klubie Village Vanguard.

Otwierający ją ‚(If the) Misfits (Wear it)’ zaczyna się neurotycznym motywem pianina Jarretta. Pojawia się przewodni motyw, zgrany wspólnie przez Redmana i Jarretta. Dosyć skomplikowana melodia, chociaż przyjazna słuchaczowi. Wszystko podlane jest free jazzowym sosem. Jarret zaczyna szybkie, bopowe solo. Haden gra niespecjalnie rytmicznie. Zresztą Jarret też zaczyna grać free. W tle słychać połamane pasaże perkusji. Zaczyna Redman. Dmie w tenorowy saksofon ile sił w płucach, żeby czasem dla odmiany zanucić miłą dla ucha melodię. Motian na perkusji w tle też nie zasypia gruszek w popiele. Utwór miejscami staje się bardzo gęsty. To już free jazz w czystej postaci. Jarrett dogrywa na saksofonie sopranowym. Pojawia się solo perkusyjne, a następnie uspokojenie. Wchodzi motyw przewodni. Na koniec jeszcze dochodzi krótkie solo Redmana.

Tytułowy utwór, najdłuższy na płycie, zaczyna się delikatnym motywem pianina. Towarzyszą mu wschodnio brzmiące przeszkadzajki. Pachnie orientem. Jarrett przestaje grać, na moment robi się ambientowo. Następnie zaczyna się przewodni motyw pianina solo. Wybrzmiewa całe spektrum, od groźnych, niskich akordów, aż po wysokie, perliste tony. Słychać w grze Jarretta nawiązania do muzyki klasycznej. Wchodzi Redman, z wyczuciem. ‚Fort Jawuh’ śpi, muzycy grają niespiesznie. Wreszcie zaczyna się właściwa, energetyczna część tej długiej suity. Jarret gra bardzo klarowne solo, zapowiadające 10 lat późniejsze granie trio ‚standardowego’ z De Johnette i Peacockiem. Najwyższa muzyczna klasa. Wchodzi motyw przewodni. Redman gra solo na przedziwnym instrumencie zwanym ‚Chinese Musette’, czymś nieco przypominającym kobzę. Wkraczamy na tereny World Music. To już Jazz-Nie Jazz. Perkusja w tle brzmi super rytmicznie. Ten fragment posiada atmosferę jakiejś arabskiej potańcówki sprzed kilku wieków. Następuje wyciszenie, swoje melancholijne solo zaczyna grać lider kwartetu. Cały zespół zaczyna wolno odgrywać kodę. Refleksyjna chwila. Zostaje Jarrett grając niczym Steve Reich minimalistyczny motyw i do tego przeszkadzajki w tle. ‚Fort Yawuh’ to blisko 20 minut muzyki na bardzo wysokim poziomie.

2gą stronę otwiera ‚De Drums’. Atmosfera utworu jest całkiem odmienna od dramatycznych brzmień poprzednika. Robi się słonecznie i miło. Motyw Hadena na basie niesie ten utwór do przodu. Jarret spontanicznie improwizuje. Trio gra lekko i przyjemnie. W tle gra perkusji pełna jest niespodziewanych dźwięków, nagłych przejść. Wchodzi Redman. Nagle zmiana, kwartet zaczyna swingować. Redman gra solo, czuć, że jest w swoim żywiole. To jego najlepsze solo na płycie. Haden natomiast trzyma utwór w ryzach. Następuje powrót do początkowego metrum. Pojawia się jeszcze jedna melodia. Przewodnią rolę ma tutaj Haden, jego bas, dotąd nie tak wyrazisty, rządzi utworem.

Kończący płytę ‚Still Life, Still Life’ delikatnie wycisza. Jarrett improwizuje zahaczając o atmosferę utworów Erica Satie czy też Claude’a Debussy. Brzmi tutaj romantyczny, klasyczny ‚French Touch’. Gra solo, dopiero w połowie utworu dołącza sekcja rytmiczna. Słychać, jaką wartością dla tej płyty jest bas Hadena. Redman gra saksofonowe solo czysto, z uczuciem. Gdyby nie dość szybkie momentami solo Jarretta mogłaby by to być świetna kołysanka dla małego dziecka. Późniejsze, nieco free jazzowe frazowanie Redmana też wybudza z letargu. Kończy płytę króciutkie solo Hadena.

Dość poważna jest muzyka Jarretta. I dość romantyczna, dramatyczna, rozedrgana. Gdzieniegdzie słychać jak świetnym jest on instrumentalistą. Pod względem kompozytorskim też sporo się tutaj dzieje, potrafi on porwać słuchacza zaskakującym zwrotem akcji jak również wyciszyć miękkimi dźwiękami swojego pianina. Dla fanów współczesnej pianistyki to pozycja obowiązkowa. Fani jazzu znajdą tu też dużo muzycznej radości.