George Benson ‎– In Concert – Carnegie Hall

benson

CTI Records 1976

A1 Gone
A2 Take Five
B1 Octane
B2 Summertime

George Benson – gitara
Hubert Laws – flet
Ronnie Foster – pianino elektryczne
Wayne Dockery, Will Lee – bas
Andy Newmark, Marvin Chappell, Steve Gadd – perkusja
Johnny Griggs, Ray Armando – perkusjonalia

Wielki stylista, genialny interpretator o soulowym brzmieniu, George Benson zrobił niewątpliwie karierę. Rozbrat ze światem jazzu i wkroczenie do świata popu nastąpiło płynnie. Jako bezbłędny technik mógł właściwie zagrać wszystko – od klasycznego jazzu, przez jazz modalny, fusion, aż do disco. Muzyka to nie zawody o złote kalesony, ale gdyby zrobić ranking najlepszych gitarzystów w historii muzyki popularnej to pewnie mógłby spokojnie znaleźć się w pierwszej 20tce. Posiadający ogromną paletę dźwięków, od smooth jazzu aż po awangardowe dysonanse (z dużą przewagą tego pierwszego brzmienia), Benson na każdej swojej płycie udowadniał, że jest świetnym technikiem i bardzo wszechstronnym gitarzystą. Był z jednej strony uwielbiany, z drugiej – oskarżany o sprzeniewierzenie się jazzowemu graniu. Jazzowi puryści mówili stanowcze nie jego poczynaniom, natomiast był uwielbiany w środowisku „Wszystko za disco”. George Benson – wyjątkowy artysta.

Płyta In Concert nagrana dla Creeda Taylora to zapis koncertu z Carnegie Hall w Nowym Jorku. W przepięknym anturażu dźwięki jego gitary brzmią wyśmienicie i dyskretnie. Wspiera go niezwykły flecista jazzowy Hubert Laws, również gwiazda CTI, oczywiście nie tej wielkości co Benson, ale równie interesująca postać. Do tego pianista soul jazzowy Ronnie Foster, autor znakomitych albumów dla Blue Note takich jak Two-Headed Freap i Cheshire Cat. W sesji koncertowej uczestniczyło również 2 basistów, 3 perkusistów i 2 muzyków grających na instrumentach perkusyjnych. Bogata forma nie przysłania w tym przypadku treści, a są nią 4ry utwory – standard ‚Summertime’ George Gershwina, ‚Take Five’ Paula Desmonda. Dwie kompozycje Bensona – ‚Octane’ i szczególnie ‚Gone’ nie odstają znacząco od wyżej wymienionych standardów jazzowych – cała ekipa gra bardzo dobrze, a Benson miejscami elektryzująco. Do tego akustyka Carnagie Hall. Perełka.