Czesław Bartkowski ‎– Drums Dream

czeslaw_bartkowski-drums_dream-front

Polskie Nagrania Muza Polish Jazz 1976

A1a Drums Dream
A1b Przejściówka
A2a FAO
A2b Rozmowa Z Dzwonem
A3 Druga Swobodna Etiuda
A4 Rozmowa Ze Śliwką Bez Pestek
B1a Good Times, Bad Times
B1b Seven For Five
B2 Kołysanka Dla Malutkich Chińczyków

pianino elektryczne – Adam Makowicz (A1 to A4)
klawisze – Wojciech Karolak (B1)
orkiestra – Studio Jazzowe Polskiego Radia (B1, B2)
perkusja – Czesław Bartkowski (A1 to A4)
saksofon sopranowy – Tomasz Szukalski (A1 to A4)
trąbka – Tomasz Stańko (A1 to A4, B2)

maly bartkowski

„W telegraficznym skrócie –  angaż do Kwartetu Namysłowskiego i sensacyjny występ na Jazz Jamboree 63, dwie trasy po Wielkiej Brytanii i album „Lola” (1964), równoległa współpraca z Komedą, trwająca półtora miesiąca podróż z Namysłowskim i NOVI Singers do Indii, Australii i Nowej Zelandii, wspaniały epizod z grupą Niemen Enigmatic („Bema Pamięci Rapsod Żałobny”), Michał Urbaniak Constellation (m.in. „Fusion” i „Atma”), Zbigniew Namysłowski Quintet („Kuyaviak Goes Funky”), Studio Jazzowe Polskiego Radia (‚Sprzedawcy Glonów’ 1973) i ‚Mainstream’ Jana Ptaszyna Wróblewskiego, ‚Unit’ z Makowiczem i Stańką, autorski album „Drums Dream”, ‚In/Formation’ Kulpowicza, Trio Karolak-Szukalski-Bartkowski i „Time Killers”, Trio BCD z Arturem Dutkiewiczem i Andrzejem Cudzichem.” Esencjonalne bio z Jazz Forum. Dodałbym jeszcze ‚Easy!’ Wojciecha Karolaka z 1974 roku i współpracę nagraniową z Novi Singers (‚Torpedo’ 1970). Urodzony 19 kwietnia 1943 w Łodzi.

Kolejny omawiany po Tonym Williamsie i Billy Cobhamie perkusista jazzowy. Tym razem prawdopodobnie najbardziej znany polski muzyk grający na tym instrumencie. Uczestniczył w najważniejszych projektach fusion w polskim jazzie (w latach 1969-1976).

‚Drums Dream’ to 50 płyta z serii Polish Jazz.

 polish jazz

 Składa się z dwóch części – kontemplacyjnej i awangardowej strony A z Tomaszem Stańko na trąbce w zaimprowizowanym dialogu z perkusją Bartkowskiego i orkiestrowej strony B przy udziale orkiestry Studia Jazzowego Polskiego Radia pod kierownictwem Jana Ptaszyna Wróblewskiego.

Zaczyna się solem perkusyjnym w krótkim utworze tytułowym z ciekawymi efektami dodanymi do dźwięków perkusji. ‚Przejściówkę’ otwiera charakterystycznie melancholijna trąbka Stańki. Minimalistyczne połączenie trąbki i perkusji otwiera pole do popisu dla fanów samplingu, dużo tutaj pojedynczych dźwięków do wykorzystania. W najdłuższe na płycie ‚FAO’ muzycy przechodzą płynnie, dołącza Adam Makowicz na klawiszach elektrycznych. Wyczuwa się świetne porozumienie we freejazzowych konwersacjach muzycznych, Makowicz z Bartkowskim uczestniczyli wcześniej w wielu sesjach nagraniowych dla Michała Urbaniaka i Ptaszyna Wróblewskiego. ‚Rozmowa Z Dzwonem’ to kolejne solo Bartkowskiego, tym razem dochodzą przeszkadzajki i tytułowy dzwon na zakończenie tej bardzo abstrakcyjnej wypowiedzi muzycznej. W ‚Drugiej Swobodnej Etiudzie’ dochodzi Tomasz Szukalski na saksofonie sopranowym. Ciekawie wypada jego kooperacja dźwiękowa z trąbką Stańki. Nad tym wszystkim czuwa duch Ornette Colemana. Kończąca tę etiudę z całej strony A ‚Rozmowa Ze Śliwką Bez Pestek’ to 3cia i ostatnia solowa podróż Bartkowskiego.

Strona B to drastyczna zmiana klimatu, stąd wrażenie 2 różnych płyt składających się na Drums Dream. ‚Good Times, Bad Times’ ma coś z ówczesnego brzmienia Roberta Frippa + orchiestra. Nie jestem fanem orkiestrowych wykonań, ale trzeba tu docenić doskonałość zgrania wstępu. Później robi się już o wiele bardziej swojsko, Wojciech Karolak na elektrycznym pianinie wprowadza psychodeliczny akcent. Bartkowski gra bardzo dynamiczne solo nieco w stylu Johna Bohnama z Led Zeppelin (czyżby tytuł nawiązywał do otwarcia pierwszego albumu LZ?). ‚Seven for five’ otwiera dość długie solo autora. Bardzo długie solo. Treściwe. Po 3ch minutach perkusyjnego zamieszania rozwija się pozytywny utwór w przestrzennym klimacie funky trochę w stylu Weather Report, trochę Donalda Byrda. Wypełnia ten utwór ciekawie skrojony i rozbudowany motyw przewodni. Zamyka płytę równie progresywna jak poprzednik ‚Kołysanka Dla Malutkich Chińczyków’. Jest to płyta perkusisty i to słychać, dużo miejsca zajmuje tutaj perkusja solo. Dominuje w tym utworze atmosfera relaksu i dobrze wypełnionego zadania.

Mimo braku spójności jest to bardzo ciekawy album. Uczestnictwo czołówki ówczesnego elektrycznego grania pozostawia pozytywne wrażenie, doskonale dograna orkiestra nie razi. Warto sięgnąć po niego, szczególnie w celach samplowania doskonałego brzmienia perkusji.

Billy Cobham ‎– Crosswinds

billy_cobham-crosswinds_a

Atlantic 1974

A Spanish Moss – A Sound Portrait
A1a Spanish Moss
A1b Savannah The Serene
A1c Storm
A1d Flash Flood
B1 The Pleasant Pheasant
B2 Heather
B3 Crosswind

Bas – John Williams
Gitara – John Abercrombie
Klawisze – George Duke
Perkusja – Billy Cobham
Perkusjonalia – Lee Pastora
Puzon – Garnett Brown
Trąbka – Randy Brecker
Woodwind – Michael Brecker

Kolejny po Tonym Williamsie wyjątkowy perkusista, pionier ekstatycznego stylu gry łączącego latynoski charakter (Cobham urodził się w 1944 roku w Panamie) z rockową energią. Najbardziej znany drummer dość radykalnego stylu fusion, którego pełen wyraz dał na 3 albumach Mahavishnu Orchestra Johna McLaughlina – ‚Inner Mounting Flame’ (1971), ‚Birds of Fire (1973) i ‚Between Nothingness & Eternity’ (1973).

Jego ówczesny styl, wielokrotnie kopiowany przez pozostałych perkusistów jazzowych i prog rockowych łączył zaawansowaną technikę jazzowego grania z siłą i pierwotną energią rocka. U Cobhama techniczna maestria czasem przyjmowała dość rozbuchane formy, aż do pewnej formy parodii. Mimo tego nie można odmówić mu indywidualności i artyzmu w grze na bębnach. Jest nadal aktywnym muzykiem. Jego styl gry określany jest jako hybryda jazzowej złożoności i rokowej agresji. Jest innowatorem gry na perkusji, jako jeden z pierwszych grał na perkusji elektrycznej. Sam zaprojektował własne zestawy perkusyjne.

Profesjonalną karierę zaczął w 1968 roku w zespole pianisty Horace’a Silvera. W tym samym roku grał jeszcze dla saksofonisty Stanleya Turrentine’a i nagrywał z Georgem Bensonem (gitara; ponownie spotkał się z nim w 1972 grając w ‚domowym’ zespole CTI Creeda Taylora). W 1969 roku zaliczył krótki epizod w jazz-rockowej grupie Dreams braci Breckerów, razem z Johnem Abercrombie na gitarze. Szybko zauważony przez czujnego na nowe trendy w jazzie Milesa’a Davisa, został przez niego wciągnięty na krótko do zespołu. Miał niewielki aczkolwiek istotny udział w sesji nagraniowej ‚Bitches Brew’, wystąpił w poważniejszej roli na albumach ‚Live-Evil’ i ‚Tribute to Jack Johnson’. Po okresie współpracy z McLaughlinem, z którym wspólnie opuścili zespół Davisa, aby założyć Mahavishnu Orch. ze względu na potrzebę mocniejszego rockowego efektu niż styl preferowany przez Milesa (1971-1973), zakłada Cobham zespół Spectrum i debiutuje w 1973 roku z albumem o tym samym tytule co nowy projekt muzyczny. Album ‚Spektrum’ nagrany z Johnem Scofieldem na gitarze zostaje obwołany kamieniem milowym stylu fusion. Jeszcze 40 lat później oddziałuje na słuchaczy, co skrzętnie wykorzystuje Cobham organizując w 2013 rocznicową trasę koncertową. 2gi album jako leader ‚Crosswinds’ zostaje nagrany w 1974 roku. Kolejne lata kariery to bardziej komercyjne albumy z drugiej połowy lat 70tych, współpraca z zespołem Grateful Dead w latach 80tych, nagrywanie płyt pod róznymi szyldami (Glass Menagerie, Nordic, Paradox, Jazz is Dead).

Z ciakowostek – znany fiński reżyser Mika Kaurismäki nakręcił biograficzny film dokumentalny o Cobhamie – ‚Sonic Mirror’ (2008).

‚A Spanish Moss – A Sound Portrait’ zaczyna się odgłosami wiatru i dzwonów, dość mistycznie i filmowo. Wkracza połamany, funkowo latynoski rytm i instrumenty dęte w skomplikowanych, progresywnych, aczkolwiek lekkich dźwiękowo pasażach. ‚Spanish Moss’ brzmi w sposób czarujący i miły dla ucha. Wyróżniają się klawisze George’a Duke’a. Lee Pastora świetnie dogrywa na kongach. ‚Savannah The Serene’ zaczyna się miękkimi dźwiękami puzonu Garnetta Browna i gitary Johna Abercrombie. Spokojne i stonowane brzmienia opanowują przez kilka chwil tę blisko 20 minutową suitę. Wyciszające i plastyczne. W tle słychać perliste dźwięki klawiszy. W końcu otrzymujemy impresjonistyczne solo Duke’a. Pełne wyciszenie i relaks. Kolejna część – ‚Storm’ – jest już znacznie bardziej niepokojąca. Sam lider atakuje słuchaczy przetworzonym przez efektor energetycznym solem bębnów. Ostatnia część – ‚Flash Flood’ – z bardzo dobrym solem trąbki Randy Breckera, jest najbardziej taneczna i pełna rytmicznego wigoru. Dołącza John Abercrombie z przetworzonym, prog jazzowym solem gitary. Fusion w pełnym rozkwicie.

Strona B nie zwalnia tempa. ‚The Pleasant Pheasant’ to zdecydowanie najbardziej przebojowy numer na płycie. Funkowy, chwytliwy, bardzo rytmiczne i klarowne solo Michael’a Breckera niesie go do przodu. George Duke dodaje całą garść ekspresyjnych dźwięków klawiszy. Billy Cobham tłucze aż miło, słychać, że jest w swoim sosie. Bogactwo dźwięków, połamane rytmy, szybkie przejścia – grupa gra jak w zegarku. Jeszcze niezgorsze solo Abercrombie pełne hendrixowskich dźwięków wah-wah. Jeden z najlepszych jazzfunkowych numerów w historii.

‚Heather’ daje odrobinę wytchnienia po bardzo gęstym brzmieniowo poprzedniku. Abstrakcyjne dźwięki klawiszy, powolny rytm, przyjemne, przytłumione dźwięki basu Johna Williamsa – to wszystko sprawia wrażenie lekkiej melancholii i rezygnacji, jednak pełnej harmonii i zrozumienia. Słyszymy lżejszą stronę sztuki pianistycznej George’a Duke’a, rzadko grającego w tak wyciszony i magiczny sposób. Ciepłe brzmienie drewnianego saksofonu Michaela Breckera dopełnia romantyczny, rozmarzony obraz utworu. Zagrane to jest na granicy popowego lukrowania, ale z wyczuciem.

Krótki ‚Crosswind’ ma w sobie iście rockową ekspresję. Perkusja Cobhama chodzi równiutko, pulsacyjny bas brzmi donośnie, solo gitary to najwyższy światowy poziom. Szkoda, że ten utwór nie trwa dwa razy dłużej. Z drugiej strony dzięki małemu formatowi jest bardzo spójny i zwarty, sformatowany na radio. Zapowiada stylistykę elegancji i minimalizmu jaka będzie dominować w jazzie przez całe lata 80te.

Podsumowując – dobra płyta, może nie przełomowa, będąca kontynuacją i twórczym przetworzeniem koncepcji rodem z Mahavishnu Orchestra i pierwszego indywidualnego albumu Cobhama ‚Spectrum’. Nagrana w doborowym towarzystwie, pozostaje jednym z najlepszych dokumentów dość krótkiej a oddziałującej do dzisiaj ery fusion.