Billy Cobham ‎– Crosswinds

billy_cobham-crosswinds_a

Atlantic 1974

A Spanish Moss – A Sound Portrait
A1a Spanish Moss
A1b Savannah The Serene
A1c Storm
A1d Flash Flood
B1 The Pleasant Pheasant
B2 Heather
B3 Crosswind

Bas – John Williams
Gitara – John Abercrombie
Klawisze – George Duke
Perkusja – Billy Cobham
Perkusjonalia – Lee Pastora
Puzon – Garnett Brown
Trąbka – Randy Brecker
Woodwind – Michael Brecker

Kolejny po Tonym Williamsie wyjątkowy perkusista, pionier ekstatycznego stylu gry łączącego latynoski charakter (Cobham urodził się w 1944 roku w Panamie) z rockową energią. Najbardziej znany drummer dość radykalnego stylu fusion, którego pełen wyraz dał na 3 albumach Mahavishnu Orchestra Johna McLaughlina – ‚Inner Mounting Flame’ (1971), ‚Birds of Fire (1973) i ‚Between Nothingness & Eternity’ (1973).

Jego ówczesny styl, wielokrotnie kopiowany przez pozostałych perkusistów jazzowych i prog rockowych łączył zaawansowaną technikę jazzowego grania z siłą i pierwotną energią rocka. U Cobhama techniczna maestria czasem przyjmowała dość rozbuchane formy, aż do pewnej formy parodii. Mimo tego nie można odmówić mu indywidualności i artyzmu w grze na bębnach. Jest nadal aktywnym muzykiem. Jego styl gry określany jest jako hybryda jazzowej złożoności i rokowej agresji. Jest innowatorem gry na perkusji, jako jeden z pierwszych grał na perkusji elektrycznej. Sam zaprojektował własne zestawy perkusyjne.

Profesjonalną karierę zaczął w 1968 roku w zespole pianisty Horace’a Silvera. W tym samym roku grał jeszcze dla saksofonisty Stanleya Turrentine’a i nagrywał z Georgem Bensonem (gitara; ponownie spotkał się z nim w 1972 grając w ‚domowym’ zespole CTI Creeda Taylora). W 1969 roku zaliczył krótki epizod w jazz-rockowej grupie Dreams braci Breckerów, razem z Johnem Abercrombie na gitarze. Szybko zauważony przez czujnego na nowe trendy w jazzie Milesa’a Davisa, został przez niego wciągnięty na krótko do zespołu. Miał niewielki aczkolwiek istotny udział w sesji nagraniowej ‚Bitches Brew’, wystąpił w poważniejszej roli na albumach ‚Live-Evil’ i ‚Tribute to Jack Johnson’. Po okresie współpracy z McLaughlinem, z którym wspólnie opuścili zespół Davisa, aby założyć Mahavishnu Orch. ze względu na potrzebę mocniejszego rockowego efektu niż styl preferowany przez Milesa (1971-1973), zakłada Cobham zespół Spectrum i debiutuje w 1973 roku z albumem o tym samym tytule co nowy projekt muzyczny. Album ‚Spektrum’ nagrany z Johnem Scofieldem na gitarze zostaje obwołany kamieniem milowym stylu fusion. Jeszcze 40 lat później oddziałuje na słuchaczy, co skrzętnie wykorzystuje Cobham organizując w 2013 rocznicową trasę koncertową. 2gi album jako leader ‚Crosswinds’ zostaje nagrany w 1974 roku. Kolejne lata kariery to bardziej komercyjne albumy z drugiej połowy lat 70tych, współpraca z zespołem Grateful Dead w latach 80tych, nagrywanie płyt pod róznymi szyldami (Glass Menagerie, Nordic, Paradox, Jazz is Dead).

Z ciakowostek – znany fiński reżyser Mika Kaurismäki nakręcił biograficzny film dokumentalny o Cobhamie – ‚Sonic Mirror’ (2008).

‚A Spanish Moss – A Sound Portrait’ zaczyna się odgłosami wiatru i dzwonów, dość mistycznie i filmowo. Wkracza połamany, funkowo latynoski rytm i instrumenty dęte w skomplikowanych, progresywnych, aczkolwiek lekkich dźwiękowo pasażach. ‚Spanish Moss’ brzmi w sposób czarujący i miły dla ucha. Wyróżniają się klawisze George’a Duke’a. Lee Pastora świetnie dogrywa na kongach. ‚Savannah The Serene’ zaczyna się miękkimi dźwiękami puzonu Garnetta Browna i gitary Johna Abercrombie. Spokojne i stonowane brzmienia opanowują przez kilka chwil tę blisko 20 minutową suitę. Wyciszające i plastyczne. W tle słychać perliste dźwięki klawiszy. W końcu otrzymujemy impresjonistyczne solo Duke’a. Pełne wyciszenie i relaks. Kolejna część – ‚Storm’ – jest już znacznie bardziej niepokojąca. Sam lider atakuje słuchaczy przetworzonym przez efektor energetycznym solem bębnów. Ostatnia część – ‚Flash Flood’ – z bardzo dobrym solem trąbki Randy Breckera, jest najbardziej taneczna i pełna rytmicznego wigoru. Dołącza John Abercrombie z przetworzonym, prog jazzowym solem gitary. Fusion w pełnym rozkwicie.

Strona B nie zwalnia tempa. ‚The Pleasant Pheasant’ to zdecydowanie najbardziej przebojowy numer na płycie. Funkowy, chwytliwy, bardzo rytmiczne i klarowne solo Michael’a Breckera niesie go do przodu. George Duke dodaje całą garść ekspresyjnych dźwięków klawiszy. Billy Cobham tłucze aż miło, słychać, że jest w swoim sosie. Bogactwo dźwięków, połamane rytmy, szybkie przejścia – grupa gra jak w zegarku. Jeszcze niezgorsze solo Abercrombie pełne hendrixowskich dźwięków wah-wah. Jeden z najlepszych jazzfunkowych numerów w historii.

‚Heather’ daje odrobinę wytchnienia po bardzo gęstym brzmieniowo poprzedniku. Abstrakcyjne dźwięki klawiszy, powolny rytm, przyjemne, przytłumione dźwięki basu Johna Williamsa – to wszystko sprawia wrażenie lekkiej melancholii i rezygnacji, jednak pełnej harmonii i zrozumienia. Słyszymy lżejszą stronę sztuki pianistycznej George’a Duke’a, rzadko grającego w tak wyciszony i magiczny sposób. Ciepłe brzmienie drewnianego saksofonu Michaela Breckera dopełnia romantyczny, rozmarzony obraz utworu. Zagrane to jest na granicy popowego lukrowania, ale z wyczuciem.

Krótki ‚Crosswind’ ma w sobie iście rockową ekspresję. Perkusja Cobhama chodzi równiutko, pulsacyjny bas brzmi donośnie, solo gitary to najwyższy światowy poziom. Szkoda, że ten utwór nie trwa dwa razy dłużej. Z drugiej strony dzięki małemu formatowi jest bardzo spójny i zwarty, sformatowany na radio. Zapowiada stylistykę elegancji i minimalizmu jaka będzie dominować w jazzie przez całe lata 80te.

Podsumowując – dobra płyta, może nie przełomowa, będąca kontynuacją i twórczym przetworzeniem koncepcji rodem z Mahavishnu Orchestra i pierwszego indywidualnego albumu Cobhama ‚Spectrum’. Nagrana w doborowym towarzystwie, pozostaje jednym z najlepszych dokumentów dość krótkiej a oddziałującej do dzisiaj ery fusion.