Double Image ‎– Dawn

di

ECM 1979

A1 Passage
A2 The Next Event
B1 Sunset Glow
B2 Crossing

Dave Samuels – Marimba, Wibrafon

David Friedman – Wibrafon, Marimba

Harvey Swartz – Bas
Michael Di Pasqua – Perkusja, Perkusjonalia

double image

Kupiłem te płytę przez zupełny przypadek. Na bardzo udanym Winyl Markecie w warszawskim klubie Miłość wpadła mi w oko okładka nieznanej płyty ECM, ciekawy skład, wśród wykonawców flecista. Podczas odsłuchu fletu jak na ironię nie było, natomiast urzekła mnie atmosfera tych nagrań i niecodzienny skład – wibrafon plus marimba. Okazało się, że w środku jest zupełnie inna płyta…

Kwartet Double Image wymyślili i sprokurowali dwaj instrumentaliści – Dave Samuels i David Friedman w 1977. Nagrali 3 albumy, ‚Dawn’ jest drugim z kolei. Poprzedza go nie mniej ciekawy debiut nazwany po prostu Double Image. Był to pierwszy projekt w tak spektakularny sposób wykorzystujący instrumenty perkusyjne takie jak wibrafon i marimba.

Dave Samuels zaczynał od perkusji, studiował w Berklee pod kierunkiem Gary Burtona. Na początku swojej kariery grał z Pathem Methenym, Johnem Scofieldem, Gerry Mulliganem i Frankiem Zappą. Po okresie Double Image nagrywa ze Spyro Gyra, Oskarem Petersonem i Eddiem Palmieri.

David Friedman w latach 60tych współpracował m.in. z Waynem Shorterem, Horacem Silverem i Hubertem Lawsem. Po okresie Double Image nagrywał z Davidem Humairem i Chetem Bakerem. Jego książka o technice gry na wibrafonie jest biblią grających na tym instrumencie („Vibraphone Technique, Dampening and Pedaling”).

Niewątpliwie te dwa przenikające się ‚miękkie’ brzmieniowo instrumenty tworzą wyjątkową muzyczną jakość. Do tego dochodzi maestria techniczna obu muzyków, wspieranych przez basistę Harveya Swartza i perkusjonistę Michaela Di Pasqua. Brzmienie kwartetu jest ogromnie wysmakowane, skrajnie estetyczne. Charakterystyczna dla ECM perfekcja dźwięku zostaje na tej płycie sformatowana do minimalistycznej formy melodycznych instrumentów perkusyjnych, opisywanych przez nieprzetłumaczalne słowo mallet (prawdopodobnie ‚młoteczek’), do których należą wibrafon i marimba właśnie.

‚Passage’ najdłuższy na płycie, blisko 15 minutowy zaczyna się hipnotycznymi dźwiękami przeszkadzajek. Wschodnio brzmiący bas niespiesznie wybrzmiewa. Przede wszystkim liczy się impresjonistyczna atmosfera tego utworu, muzycy improwizują swobodnie, dając sobie wzajemnie czas do pełnej artykulacji. Dopiero w 1/3 słychać perkusję. Napięcie faluje od głośnego sola do znaczących wyciszeń. Muzyka przepływa bez nadmiernych akcentowań, miejscami staje się zupełnie ambientowa, czasem rozpędza się do regularnego pulsu perkusji.

‚The Next Event’ to kontynuacja brzmienia otwierającego płytę w ‚Passage’. Delikatne brzmienie wibrafonu wypełnia głośniki, sekcja rytmiczna buduje zwartą konsystencję tego utworu. Estetycznie ociera się o sofciarskie, prawie popowe granie Patha Metheny. Przede wszystkim liczy się tutaj rytm. Ciekawie prezentuje się basista w syntetycznym solo. To jest po prostu ładne. A do tego grane z poświęceniem.

W otwarciu ‚Sunset Glow’ marimba i wibrafon przenikają się wzajemnie. Czasem trudno odróżnić ich brzmienie, mimo odmiennej budowy instrumentów – marimba to konstrukcja drewniana a wibrafon metalowa. Wolno budowany utwór nabiera konsekwentnie kształtu, ocierając się o minimalizm rodem ze ‚Music For 18 Musicians’ Steve’a Reicha, czaruje, utrzymuje słuchacza w napięciu. Dopiero w drugiej połowie uzyskuje na krótko nieco latynoski, połamany rytm perkusji.

‚Crossing’ wypełnia pełen niepokoju charakterystyczny motyw muzyczny i marszowe brzmienie perkusji. Wciąga jak ruchome piaski. Po dodaniu przesterowanej gitary mógłby spokojnie wejść do repertuaru Primusa Lesa Claypoola. Ciekawie zsamplowany przez raperów z Atmosphere (2002).

Bardzo spójna koncepcja stanowi o sile tego projektu. Senne dźwięki obu wiodących instrumentów wprowadzają słuchacza w nastrój odprężenia połączonego z nutką niepokoju i tajemniczości. Gdyby nie przypadek pewnie nigdy bym nie usłyszał tej bardzo interesującej i wyjątkowej płyty.