Jack de Johnette – New Directions

ECM 1978

A1 Bayou Fever
A2 Where Or Wayne
B1 Dream Stalker
B2 One Handed Woman
B3 Silver Hollow

Jack DeJohnette – Perkusja, Pianino

John Abercrombie – Gitara

Lester Bowie – Trąbka

Eddie Gomez – Bas

Nadal aktywny, prawdopodobnie najlepszy żyjący perkusista jazzowy. W połowie lat 60tych uczestniczył w społecznym projekcie chicagowskiego AACM (Association for the Advancement of Creative Musicians) – podobnie jak późniejsi członkowie Art Ensemble of Chicago, Lester Bowie zagrał zresztą na omawianej tutaj płycie. Następnie wspólnie z Rashiedem Ali stanowił perkusyjny fundament kwintetu Johna Coltrane’a, ażeby odnieść medialny sukces w epoce dzieci kwiatów z kwartetem Charlesa Lloyda (nadal aktywnego saksofonisty, ostatnio wydał pod egidą Blue Note album „Wild Man Dance” – zapis koncertu na festiwalu Jazztopad odbywającego się we Wrocławskiej Filharmoni). A następnie De Johnette zaliczył szczyt swojej artystycznej drogi uczestnicząc w epokowym wydarzeniu, jakim było nagranie albumu „Bitches Brew” Milesa Davisa. Co wcale nie oznacza, że później jakoś znacząco obniżył loty. Bynajmniej, w latach 70tych nagrywał regularnie jako leader, wiele tych wydawnictw wyszło w kultowej wytwórni ECM. Tworzył wiele ciekawych projektów muzycznych – The Gateway Trio (Dave Holland, John Abercrombie), Directions (Abercrombie i saksofonista Alex Foster), New Directions (Abercrombie, Eddie Gomez na basie) i Special Edition (David Murray, Arthur Blythe, Chico Freeman, John Purcell i Rufus Reid). Jako The Standards Trio razem z Keithem Jarrettem i Gary Peacockiem w latach 1986-1995 nagrał blisko 10 albumów z  klasycznym, odświeżonym materiałem (standardy takie jak m.in Stella By Starlight, My Funny Valentine, Someday My Prince Will Come). Jest najczęściej uczestniczącym muzykiem sesyjnym wytwórni Manfreda Eichera. Za żródło inspiracji uważa muzyków takich jak Max Roach, Art Blakey, Roy Haynes, Elvin Jones, Philly Joe Jones, Art Taylor, Rashied Ali, Paul Motian, Tony Williams, i Andrew Cyrelle.

jack de johnette

Za omawiany tutaj album De Johnette otrzymał francuską nagrodę Grand Prix du Disque/Charles Cros w 1979.

Zaczyna się spokojnie i z wyczuciem, ‚Bayou Fever’. Gitara Abercrombie brzmi dyskretnie, trąbka Bowiego tradycyjnie, bardzo czysto. Całość jest utrzymana w mglistym klimacie dojrzałego fusion. Dziwne dźwięki generowane przez Abercrombiego wzmacnia energetycznie grający De Johnette. Z czasem robi się rytmicznie i z groovem. Naprawdę ciekawa improwizacja.

Najdłuższy na płycie Where or Wayne płynie sobie niespiesznie. Momentami nabiera tempa. Solo gitarowe ma cechy akustyczne, bardzo wyciszone, bez elektrycznych przesterów. Abercrombie popisuje się swoją techniczną maestrią. De Johnette również. Eddie Gomez wrzuca miejscami dobry funkowy motyw na basie. W końcu decyduje się na interesujące solo. De Johnette potrafi nagle zaskoczyć arytmicznym akcentem. Bowie gra sentymentalnie, ciepło. Pod koniec robi się bardziej energetycznie, nerwowo, dość rockowo.

2gą stronę otwiera będący początkowo dźwiękową plamą, tak charakterystyczną dla nowoczesnego jazzu, pejzażem muzycznym, ‚Dream Stalker’. Utwór niewątpliwie wymagający głębokiej wrażliwości , wyciszający, mimo momentami głośniejszego frazowania Bowiego. Nadałby się jako kołysanka dla dziecka. ‚One Handed Woman’ jest najbardziej freejazzowym utworem na płycie. Muzycy improwizują jakby ‚obok’ siebie, mimo to odnosi się wrażenie spójnej całości dźwiękowej. Abercrombie? Gomez? gra smyczkiem. Muzyka płynie. Jest moc, a następnie swing. I bluesowy wokal na koniec. Super klimat. W ‚Silver Hollow’ De Johnette gra na pianinie, całkiem nieźle. Dogrywa mu Bowie. Abercrombie ociera się o ‚ładność’, ale bez popadania w przesłodzenie a la Pat Metheny. De Johnette też zresztą gra ‚ładnie’. Najlepiej brzmi w tej konwencji uniwersalna trąbka Lestera Bowiego. Do refleksji.

W sumie mieści się tutaj blisko 50 minut świetnie brzmiącej muzyki na bardzo wysokim poziomie. Może nie jest to przełomowy album, już wcześniej w Gateway Trio Abercrombie i De Johnette generowali równie progresywne dźwięki. Nowością jest tutaj wyciszenie ich obu, dzięki któremu płyta ma nieco senny klimat i rozmarzenie połączone z klarownością tonu wprowadzane przez trąbkę Bowiego.