Sorgen/Lindberg/Obara – Three

obara

Ars Cameralis Silesiae Superiors 2010

1 Spiritual Lover
2 Forage
3 Fort Borek
4 One Of Caroll
5 Muss Influx
6 Noodles With Sammy Blues
7 T’wix D And E
8 Wolverine Breath
9 Dropped Drops
10 Multiple Reasons

Maciej Obara – Saksofon altowy

John Lindberg – Bas

Harvey Sorgen – Perkusja

Najzdolniejszy polski saksofonista młodego pokolenia. Urodzony w 1981 roku. Studiował jazz w Katowicach. Pierwsza płyta w składzie trio Maciej Garbowski (bas) i Krzysztof Gradziuk (perkusja) ukazuje się w 2007 roku. W tym okresie współpracuje z saksofonistą Antoine Roneyem i Tomaszem Stańko. W 2008 roku nagrywa 2gi album w składzie trio z Garbowskim i Gradziukiem. Oto komentarz do płyty napisany przez Tomasza Stańko: „Już pierwsze dźwięki najnowszej płyty Macieja Obary wzruszyły mnie, wprowadziły w czar tej muzyki (…) Jego muzyka jest silna, dojrzała, głęboka, pełna czaru, piękna. Jest jego własna.” Kolejny projekt Obary to MaMuGe 3 w skandynawskim składzie – z Johnem Lindbergiem (bass) i Harveyem Sorgenem (drums). W listopadzie 2010 wydaje album ‚Three’. Obara Special Quartet to projekt, który pojawia się w 2009 roku w składzie Ralph Alessi (tr), Mark Helias (bass), Nasheet Waits (dr). Nagrywają album ‚Four’. W 2011 pojawia się kolejna płyta ‚Equilibrium’ nagrana w składzie pierwszego trio i Dominika Wani (pianino). Obaj muzycy pierwszy raz spotkali się w składzie Tomasza Stańki i to u Jego boku zapoczątkowali swoją muzyczną przyjaźń. Nowy kwartet Obary to zupełnie inne spojrzenie na energię muzyczną, tym razem osadzona w kontekście harmonicznym, europejsko brzmiącej sekcji rytmicznej. Rok później datuje się powstanie kolejnego kwartetu Maciej Obara International Quartet, do którego zaprosił Norwegów. To jego pierwszy stały międzynarodowy kwartet, w skład którego wchodzą: Ole Morten Vaagan (kontrabas), Gard Nilssen (perkusja) oraz Dominik Wania (fortepian). Skutkuje skład ten nagraniem 3 płyt na żywo – ‚Live At Manggha’ ‎(2013), ‚Komeda’ (2013) i ostatnio ‚Live In Mińsk Mazowiecki’ (2015).

Skład trio zdecydowanie Obarze odpowiada. Wydobywa od razu pełne brzmienie ze swojego altu, a norweska sekcja rytmiczna odpłaca mu się pięknym za nadobne. Od pierwszej nuty słychać, że mają coś do powiedzenia w kwestii colemanowskiego free. Grają swoje utwory bez zadęcia, otwierają natomiast ‚Spiritual lover’ z repertuaru Andrew Hilla. Muzyka to współczesna, przetworzona przez nowojorską awangardę taką jak Lounge Lizards i John Zorn. Mają inspiracje, ale przede wszystkim chcą grać mocny jazz bez ozdobników. Idzie im doskonale. Ted Orr aranżuje i nagrywa tę sesję, jest odpowiedzialny za świetne brzmienie płyty MaMuGe3. ‚Forage’ to już ewidentne uwolnienie energii bez konserwantów. Funk, break, hip hop jazz i to free. ‚Fort Borek’ zmusza do refleksji, mimo braku równego rytmu ma w sobie dużo mocy. Ma elementy folklorystyczne, to taka ballada o naćpanym Janku Muzykancie. Sorgen artykułuje wielobarwnie, przypominając dokonania Edwarda Vesali z czasów współpracy z Tomaszem Stańko. Wpływ Stańko na Obarę jest zdecydowanie słyszalny. ‚One for Caroll’ zaczyna się delikatnie i melodyjnie. Muzycy nieco wrzucają tu na luz i dobrze. Nie ma natłoku, jest przestrzeń i kooperacja. Jest to pierwszy utwór autorstwa Obary na płycie. Następny ‚Muss Influx’ również sygnowany przez saksofonistę, wprowadza nieco ożywienia. To już jest free jazz pierwszego sortu – wielobarwny, entuzjastyczny, robiący wrażenie na znudzonym słuchaczu mimo szarzyzny za oknem i pustki na koncie. Znowu Sorgen gra za 2ch, Lindberg ma podwójny bas i to słychać. Jest smutno i tajemniczo, po krakowsku. ‚Noodles With Sammy Blues’ kolejny utwór Obary jest klasycznie połamany na monkowską modłę, acz dość intensywny w nowojorskim, współczesnym stylu. ‚T’wix D And E’ jest juz bardziej funky i nawiązuje niebezpośrednio do brzmienia Dave’a Douglasa. Jest najdłuższy na płycie i najbardziej przebojowy. ‚Wolverine Breath’ urzeka dziwnymi dźwiękami granymi smyczkiem na basie Lindberga. Jest to ukłon w kierunku muzyki awangardowej a la Stockhausen. ‚Dropped Drops’ to już przestrzeń zarezerwowana dla perkusji Harveya Sorgena. Na koniec ‚Multiple Reasons’ charakteryzuje piekne, ciepłe tony saksofonu Obary i wyrazisty bas Lindberga.

W sumie 10 utworów i wysoki poziom. Maciej Obara cały czas się rozwija i oby doczekał się wydawnictwa na ECM na przykład, bo to talent wyjątkowy, nadal oczekujący na swój europejski sukces!

Lee Morgan ‎– Cornbread

cornbread

Blue Note 1965

A1 Cornbread
A2 Our Man Higgins
B1 Ceora
B2 Ill Wind
B3 Most Like Lee

Lee Morgan – Trąbka
Jackie McLean – Saksofon Altowy
Hank Mobley – Saksofon Tenorowy
Herbie Hancock – Pianino
Larry Ridley – Bas
Billy Higgins – Perkusja

Edward Lee Morgan urodził się w Filadelfii w 1938 roku. Zmarł tragicznie zastrzelony przez własną żonę w klubie jazzowym pomiędzy występami w 1972 roku. Żył krótko acz intensywnie, już jako nastolatek nagrywał płyty dla Blue Note. Dla tej wytwórni nagrał ich kilkanaście, dodatkowo zostało wydane jeszcze kilka pośmiertnie na podstawie zarejestrowanego wcześniej materiału. Jako muzyk sesyjny ma na swoim koncie takie klasyki jak ‚Blue Train’ Johna Coltrane’a, ‚Moanin’ Arta Blakeya i Jazzmessengers, ‚Evolution’ Grahana Moncura III i ‚Mode for Joe’ Joe Hendersona. Był gwiazdą Blue Note, która zajaśniała pełnym blaskiem właściwie przez przypadek. Nagrany w 1963 utwór ‚The Sidewinder’, w klimacie soul-jazz/boogaloo, stał się wielkim hitem, nielegalnie został również wykorzystany w telewizyjnej reklamie samochodowej. Wielokrotnie później starał się powtórzyć sukces tego nagrania, aczkolwiek z różnym skutkiem. W tym samym czasie co ‚Sidewinder’ ukazała się ambitna pozycja z kręgu jazzu modalnego – ‚Search for the New Land’ z Waynem Shorterem na saksofonie, Grantem Greenem na gitarze i Herbie Hancockiem na pianinie. W latach 60tych nagrał jeszcze sporo dobrych lub bardzo dobrych albumów – ‚The Rumproller’ z Joe Hendersonem, ‚Charisma’ z Hankiem Mobleyem i Jackie McLeanem, ‚Gigolo’ z Shorterem. Ostatnim akordem było nagranie 2 płytowego albumu ‚Live at the Lighthouse’ z Bennie Maupinem. Niestety jego życie przerwał strzał z pistoletu Helen Morgan.

lee_morgan1

Jako trębacz Morgan znajdował się w gronie najwybitniejszych muzyków hard bopowych, jego gra charakteryzowała się silnym, muskularnym tonem, była przepełniona emocjami, zadziornymi tonami w funkujących utworach tanecznych/bopowych, jak też słodkimi i delikatnymi w balladach. Z czasem przeszedł z bopowego grania, poprzez okres soul-funk jazzowy z elementami jazzu latynowskiego (boogaloo) w stronę modalnego free bopu.

‚Cornbread’ jest efektem sesji z 18 września 1965 roku, w której uczestniczyli oprócz lidera saksofoniści Jackie McLean i Hank Mobley, Herbie Hancock na pianinie i Larry Ridley/Billy Higgins w sekcji rytmicznej.

Mocna stopa i konkretne brzmienie – to pierwsze wrażenie, jakie przychodzi na myśl słuchając utworu tytułowego. Świetne zgranie sekcji dętej i profesjonalizm – to drugie. Trąbka Lee Morgana podtrzymuje na duchu. Klarowne brzmienie robi duże wrażenie. W połowie lat 60tych Blue Note osiagnęło szczyt swojego rozwoju jako czołowego i nieco komercyjnego jazzowego labela. Zaczęły się pojawiać hity. Ludzie słuchali tego na potęgę. Rock dopiero raczkował, pierwsze płyty Beatlesów i Stonesów zaczynały robić różnicę, ale jazz był wtedy bardzo mocny.

‚Cornbread’ to 9 minut soczystego acid jazzowego grania, boogaloo. Bez fałszywej nuty, wszystko czyściutkie. Spokojnie mogłoby dzisiaj zabrzmieć na function one.

‚Our Man Higgins’ jest już nieco bardziej skomplikowane formalnie. Zaczyna się od nieco colemanowskiego motywu na dęciakach. Jackie McLean gra dość free na saksie. Świetnie! Kontynuują Morgan i Mobley. Przekazują dużo dobrej i mocno pokręconej energii. Hancock gra modalnie, z wyczuciem, raczej uspokaja emocje. Billy Higgins jeszcze dorzuca nieco mocnego uderzenia na perce. Ten numer to ciekawie zaaranżowany awangardowy hard bop godny swoich czasów. Pierwsza klasa jazzowego grania.

‚Ceora’ otwiera stronę B płyty i od razu robi się spokojniej. Grają Hancock, Higgins i Larry Ridley na basie. Dęciaki grają w półtonu, harmonijnie i na luzie. Morgan otwiera część solistyczną bardzo ładnymi dźwiękami swojej trąbki. Akcentuje po swojemu, dość mocno acz elegancko. Mobley dodaje ciepła na swoim tenorze. Bossa nova pierwsza klasa.

‚Ill Wind’. Tym razem zaczyna się bluesowo, leniwe dźwięki trąbki sączą się powoli i majestatycznie. W starym stylu. Morgan gra nieco ściszony (z kaczką) a la Armstrong. Mobley dogrywa, a Morgan gra dalej swoje leniwe dźwięki. Ten blues ma ciekawą, niestandardową konstrukcję. Hancock gra bardzo poprawnie, trudno sobie wyobrazić słysząc te dźwięki jego awangardowe odjazdy z lat 70tych…Technicznie jest jak zawsze na najwyższym poziomie, chyba tylko Thelonious Monk przewyższa go w tej kwestii, może jeszcze Jarret mógłby się równać z Herbiem. Hanock jest jednym z najczęściej grających/nagrywających muzyków w historii, nie bez kozery.

‚Most Like Lee’ przyspiesza nieco, wprowadza taneczny rytm. Kolejny chwytliwy motyw muzyczny, do których Morgan miał zdecydowanie talent kompozytorski. ‚Sidewinder’ jest tego najlepszym przykładem.
Mobley gra solo w wysokich rejestrach, dynamiczne. Morgan podkręca, mocno i rytmicznie. Sekcja gra równo. McLean dociska na swoim alcie. Wszystko w tempo (i to dosyć wysokie). Ostatni utwór na płycie, a nie jest żadnym wypełniaczem. Hancock streszcza się mocno. Swoje trzy grosze dorzuca jeszcze basista. Ostatnia minuta – solo na basie, połamane dźwięki perkusji, lekkie motywy pianina, szybki most i i motyw kończący, wszystko w kilkadziesiąt sekund.

Czerwona okładka płyty i dość agresywna grafika, plus zdjęcie Morgana – wiadomo, kto tu jest gwiazdą. Natomiast obecność Hancocka i McLeana dodaje tej płycie zdecydowanie smaku. Ogólnie rzecz biorąc- bardzo dobra pozycja komercyjnego jazzu z ambicjami. Warto sięgnąć po twórczość Lee Morgana, gdyż był on jedną z najjaśniej świecących (niestety krótko) gwiazd wytwórni Blue Note a do tego był świetnym muzykiem i utalentowanym kompozytorem.