Chick Corea ‎– Return To Forever

Joe Farrell – Flet, Saksofon Sopranowy

Chick Corea – Pianino elektryczne

Stanley Clarke – Bas

Flora Purim – Wokal

Airto Moreira – Perkusja

A1 Return To Forever
A2 Crystal Silence
A3 What Game Shall We Play Today
B Sometime Ago – La Fiesta

Zaczyna się jak z horroru Giallo. Senny wokal Flory Purim przełamuje zdecydowany bas Stanleya Clarke, kwartet zaczyna grać równe fusion, dołącza wokalistka, trochę przypomina to kołysankę z Dziecka Rosemary Komedy w bardziej rockowej wersji. Flet Joe Farrela nie drażni, gra oszczędnie, z umiarem. Tempo to jakiś połamaniec. Perkusja Airto ma ciekawe brzmienie, idzie równo jak automat. Pod koniec 5 minuty następuje break i zostaje sam Corea. Dołączają Purim i Farrell. Corea zaczyna ciekawy motyw na akordach. Jadą z sekcją rytmiczną w wielokolorowy drive. Miła dla ucha brazyliana z elementami free. Solo Corei bardzo dobre, utrzymuje się w rytmie, słychać pogłosy Bitches Brew Davisa. Brzmienie sprokurowane przez Manfreda Eichera perfekcyjne. Około 10 minuty to już prawdziwy, dobrze rozgrzany freestyle. Psychodeliczna wokalowa koda zamyka te ponad 12 minut jednego z najlepszych utworów Corei, od którego wzięła się nazwa jego późniejszego zespołu (4 albumy dla Polydor’u, 4 dla Columbii i 2 współczesne dla Eagle Records).

Crystal Silence dało za to nazwę dla całego albumu nagranego rok później z Gary Burtonem również dla oficyny ECM. Perełka dla fanów spokojnego jazzu, zresztą jak cały album z 1973. Lekkie, przyjemne, nieco zamulone. Liryka w Jazzie ma na pewno swoich fanów, niestety nie należę do tej grupy. Trzeba docenić elegancję elektrycznego pianina Corei i umiejętność tworzenia atmosfery. Dogrywa Farrell na niezłym poziomie, chociaż Shorterem nie był. Smutek i ból istenia wylewa się z każdego dźwięku. Warto przygotować zapas chusteczek. Ładne to aż do przesady. Z 7miu minut wyciąłbym z 1,5.

Ostatni na A What Game Shall We Play Today to przyjemna miniaturka, piosenka.

Stronę B wypełnia ponad 23 minutowa improwizacja Sometime Ago – La Fiesta. Skala przedsięwzięcia może przytłaczać, ale w tamtych czasach życie toczyło się trochę wolniej. Tak na dobrą sprawę latynoski motyw na pianinie zaczyna się w 7mej minucie, wcześniej to próby dźwięku. Elegancki wokal Purim konstytuuje formę utworu.

Udane solo na flecie Farrela otwiera 2gą część improwizacyjną. Corea przejmuje dowodzenie energetycznym solo. Farrell świruje na flecie. W 2/3 utworu ciekawe solo gra Corea. I zaczyna się właściwa Fiesta.

Podsumowując jest do bardzo dobra płyta, nie zestarzała się zbytnio, Pianino Corei to klasa światowa. Sekcja rytmiczna świetna, Joe Farrell niezły, wokal Purim robi klimat. 8/10