Dave Douglas ‎– In Our Lifetime

in our lifetime

New World Records 1995

1. In Our Lifetime
2. Three Little Monsters
3. Forward Flight
4. The Persistence Of Memory
5. Out In The Cold
6. Strength And Sanity, Four Miniatures After Booker Little
7. Sappho
8. At Dawn
9. Shred
10. Rapid Ear Movement
11. Moods In Free Time
12. Bridges (For Tim Berne)

Dave Douglas – Trąbka
Chris Speed – Saksofon Tenorowy, Klarnet
Josh Roseman – Puzon
Uri Caine – Pianino
James Genus – Bas
Joey Baron – Perkusja

Klasycznie wykształcony trębacz, Dave Douglas, to jedna z najciekawszych postaci współczesnego jazzu, obok Johna Zorna (w którego najbardziej znanym projekcie ‚Masada” uczestniczył zresztą). Pochodzący z Nowego Jorku, doskonale łączy w swojej twórczości eklektyczny, swingujący jazz modalny i post modernistyczne brzmienie. Od początku lat 90tych XX wieku do dziś nagrał ponad 20 autorskich albumów w bardzo wielu składach. Wśród swoich mistrzów wymienia Ornette Colemana i Lestera Bowie. Pod koniec lat 80tych współpracował z Horace’m Silverem. Od 2005 roku wydaje pod własnym szyldem Greenleaf Music (www.greenleafmusic.com).

W trzecim autorskim albumie „In Our Lifetime” znalazło się dwanaście kompozycji nagranych przez sextet Douglasa, oprócz niego zagrali Chris Speed, Josh Roseman, świetny pianista Uri Caine, James Genus i Joey Baron, którego wpływ na muzykę Douglasa można porównać do wpływu Toniego Williamsa na „elektrycznego” Davisa.

Tytułowa kompozycja otwierająca album to pokaz mocy – ponad 10minutowy awangardowy, świetnie brzmiący (brawa za produkcję dla Douglasa) swing. Gatunkowo plasuje się pomiędzy wczesnym Coltranem i awangardowymi poszukiwaniami basisty Dave’a Hollanda z końca lat 70tych. Temat przewodni przywodzi na myśl dokonania Wayne’a Shortera z lat 60tych, a free jazzowe frazowanie Speeda dokonania Art Ensemble of Chicago czy też Dona Cherry. Nowojorski jazz w swoim pędzie, utrwalający nerwowość tego wielkiego miasta.

‚Three Little Monsters’ zaczyna się niemal filmowo, przypomina nieco muzykę Krzysztofa Komedy do filmów Romana Polańskiego (‚Dziecko Rosemary’, ‚Nóż w Wodzie’). Słychać inspiracje Douglasa XX wieczną awangardą (Strawiński, Webern). Sekcja dęta balansuje na granicy free. Ciekawa historyjka o trzech potworach.

‚Forward Flight’ to rytmiczny popis basisty Jamesa Genusa. Jego klangujący bas prowadzi ten utwór. Do tego świetne, przestrzenne solo Douglasa. Numer nieco funky, ale równocześnie bardzo cool. Plus ładna, wpadająca w ucho melodia. Potencjał singlowy kończy się w połowie numeru drastycznym zwolnieniem. Po czym sextet zaczyna swingować w starym stylu. Zróżnicowany utwór.

‚The Persistence Of Memory’ zaczyna się zrelaksowanym, karaibskim brzmieniem bębnów Joey’a Barona, aby rozwinąć się w nieco melancholijny utwór. Charakterystyczny motyw pianina Caina plus klarowne solo trąbki Douglasa tworzą klimat. Solo Caina, pierwsze tak ewidentne na płycie, ma w sobie delikatność i melodyjność godną Billa Evansa.

‚Out In The Cold’ – sekcja rytmiczna zapowiada taneczny vibe, po czym dęciaki wprowadzają element zagadkowości. Szybkie zmiany rytmu, Douglas pokazujący szeroki wachlarz swoich możliwości interpretacyjnych, od bluesa aż do awangardy. Saksofon Speeda uspokaja nerwową atmosferę wprowadzoną przez Douglasa. Brzmi czysto i optymistycznie. Cały sextet gra na najwyższym poziomie, słychać, że muzycy bawią się świetnie. A wcale nie jest to łatwa kompozycja do zagrania. Chapeau bas!

Mięciutkie solo Caina otwiera ‚Strength And Sanity’. Bardzo obrazowy numer, zrelaksowany aż do bólu. Echa poszukiwań Ornette Colemana przetworzone na klezmerską, melancholijną modłę. Plus piękne solo pianina. Do refleksji.

Podzielona na cztery części suita ‚Four Miniatures After Booker Little’, to kompozycja nagrana na cześć zmarłego w wieku 23 lat bardzo zdolnego trębacza Bookera Little, grającego m.in z Coltranem i Dolphy’m. W ‚At Dawn’ Douglas gra za pomocą kaczki. Pojawia się w eleganckim solo puzon Josha Rosemana. ‚Shred’ to szalona wariacja w formacie bolera, jazzowa wersja Lounge Lizards (dęciaki). Perkusja Barona ma wręcz rockowy bit. ‚Rapid Ear Movement’ ociera się o awangardowe wojaże Anthony Braxtona.

Jesienny klimat ‚Moods In Free Time’ antycypuje zbliżający się Wrzesień. Szybko jednak zaczynają swingować, tak aby przegonić nadchodzące deszczowe chmury. I znowu zwolnienie. Ekspresyjne, rozpaczliwe solo Douglasa porusza głębokie struny w sercu. W tle Baron wyczynia prawdziwe cuda na swojej perkusji. Utwór o dwóch twarzach.

Najdłuższy na płycie, zamykający ją ‚Bridges (For Tim Berne)’ zaczyna się płynnymi dźwiękami tria instrumentów dętych, po czym robi się awangardowo i konkretnie. Spokojnie mógłby zabrzmieć na Warszawkiej Jesieni. Nurtujący motyw trąbki rozpada się w zdekonstruowaną, atonalną podróż dźwiękową. Jest niepokojąco i abstrakcyjnie. Pianino Caina daje odetchnąć na krótką chwilę od free jazzowego rozprzężenia. Dzikie frazowanie Speeda ponownie wprowadza zamęt w architekturę ‚Mostów’. Trąbka Douglasa aktywizuje zespół, wyzwala swingującą energię z sekcji rytmicznej. Mimo blisko 20 minut długości nie ma wrażenia nudy.

Format CD daje jednak pole do popisu. Albumy, które na winylu zazwyczaj mieściły się w 40 minutach, nagle mają 70. Nie zmienia to faktu, że przez cały album dużo się dzieje muzycznie. Trąbka Douglasa, pianino Caina i perkusja Barona – te 3 instrumenty trzymają słuchacza w napięciu, zaskakują. ‚In Our Lifetime’ to świetny przykład jak ewoluował jazz w ostatnie dekadzie XX wieku i nowojorskie brzmienie w pigułce.