Wayne Shorter ‎– Night Dreamer

night-dreamer

Blue Note 1964/2015

A1 Night Dreamer
A2 Oriental Folk Song
A3 Virgo
B1 Black Nile
B2 Charcoal Blues
B3 Armageddon

Wayne Shorter – saksofon tenorowy
Lee Morgan – trąbka
McCoy Tyner – pianino
Reginald Workman – bas
Elvin Jones – perkusja

Jeden z najbardziej znanych saksofonistów tenorowych w historii jazzu. Swoje piętno odcisnął przede wszystkim w drugim kwintecie Milesa Davisa (1964-69) razem z Herbie Hancockiem, Ronem Carterem i Tony Williamsem. W latach 1964-74 wydawał regularnie autorskie płyty dla wytwórni Blue Note (m.in Night Dreamer, Adam’s Apple, Speak No Evil). W latach 1970-1986 współtworzył supergrupę Weather Report, wspólnie z m.in. Joe Zawinulem, Jaco Pastoriousem, Miroslavem Vitousem i Alphonse Mouzonem.

Autor wielu standardów jazzowych na czele z utworem ‚Footprints’. Posiadający bardzo silny i czysty ton. Stylistycznie wywodzący się z hard bopu. Jeden z autorów stylu fusion.

‚Night Dreamer’ to jego debiut jako lidera dla Blue Note. Udało się Shorterowi zbudować mistrzowski skład z Lee Morganem na trąbce, McCoyem Tynerem na pianinie, Elvinem Jonesem na perkusji i Reginaldem Workmanem na basie.

Muzycznie ten album plasuje się w rejonie Modern Jazzu, może nawet trochę zahaczając o Cool. Jest elegancko wyważony, ma wiele ciekawych motywów. Stylistycznie opiera się na bluesie, miejscami przenikając new thing spod znaku Andrew Hilla. Nie ma na nim przesadnego free, wyczuwa się tradycyjną szkołę Arta Blakeya i jego Jazz Messengers. Stylistycznie plasuje się ‚poza czasem’- mając z jednej strony mocną podstawę w postaci bluesa, a z drugiej nieznaczny element awangardy new thing. Warto wsłuchać się w indywidualną twórczość Shortera dla Blue Note.

Andrew Hill ‎– Black Fire

andrew hill

Blue Note 1964

A1 Pumpkin
A2 Subterfuge
A3 Black Fire
B1 Cantardos
B2 Tired Trade
B3 McNeil Island
B4 Land Of Nod

Andrew Hill – Pianino
Joe Henderson – Saksofon Tenorowy
Richard Davis – Bas
Roy Haynes – Perkusja

Nieco zapomniany innowator muzyki jazzowej, pianista. Charakterystyczne dla niego abstrakcyjne i ezoteryczne melodie prawdopodobnie spowodowały, że całe życie plasował się na antypodach mainstreamu, a nawet na bocznym torze awangardowego free jazzu. Znany głównie z wydawnictw dla Blue Note z lat 60tych (awangardowy, nagrany z nieodżałowanym Ericiem Dolphy ‚Point of Departure’, ‚Compulsion’ na granicy hard bopu i free z Freddie Hubbardem, wielce oryginalne ‚Lift Every Voice’ z wokalami ocierającymi się o operę). Zdarzały się też lżejsze nagrania (sam był autorem przeboju sygnowanego przez Lee Morgana ‚The Rumproller’) takie jak ‚Grass Roots’. Późniejsze nagrania są już zdecydowanie bardziej konserwatywne, nagrane często w trio ( pochodzące z lat 70tych albumy ‚Nefertiti’ dla East Wind, ‚Invitation’ dla SteepleChase). W latach 80tych nagrywa 4 albumy dla włoskiego labela Soul Note. W 2005 pod koniec życia nagrał jeszcze dla Blue Note interesujący albumu ‚Timeliness’ z Charlesem Tolliverem na trąbce.

Zaczyna się od dramatycznych i arytmicznych połamanych wygibasów w ‚Pumpkin’. Gdzieś w tle gry Hilla pobrzmiewa monkowska stylistyka, jednak ma on swój własny styl, dość ułożony i w gruncie rzeczy melodyjny. Sporo gra a la McCoy Tyner całymi akordami. Krótkie solo Roya Haynesa ma swój wyrazisty styl. Henderson nie kombinuje, gra dynamicznie i z emfazą. Nie przeciąga, streszcza się, chociaż nie powala. Motyw przewodni przyjemnie zapada w pamięć, bardzo obrazowa i trochę smutna muzyka.

‚Subterfuge’ zaczyna się świetnym, mocnym motywem pianina. Perkusja nieco łamie rytm. Hill improwizuje spokojnie, w wyważony sposób. Jest w tym utworze energia ale też wyczucie i delikatność. Właściwie grają w trio, perkusja wspaniale współpracuje z pianinem. Mimo ponad 8 minut nie ma wrażenia rozwlekłości. Hill porusza się po dość abstrakcyjnych terenach muzycznych. Solo Haynesa ma dużą dynamikę i trzyma słuchacza w skupieniu. Richard Davis na basie gra dość klasycznie, miękko.

Utwór tytułowy to lekki i mocno pokręcony walczyk. Mam nieodzowne skojarzenia z niektórymi utworami filmowymi Komedy, chociaż w bardziej nowoorleańskiej wersji. Fantastyczne solo Hilla wymaga dużego skupienia, ale warto poświecić mu trochę uwagi. Krótkie solo na basie pozostawia uczucie niedosytu. Perkusja, znowu bas. Sporo się dzieje. Kończy się strona A i każdy z trzech utworów jest wart ponownego przesłuchania.

Strona B zawiera 4 utwory. ‚ Cantarnos’ to popis nieco latynoskiego brzmienia Joe Hendersona. Jest elegancko, nieco awangardowo. Wyróżnia się hard bopowe solo perkusji. ‚Tired Trade’ to najbardziej klasyczny z dotychczasowych utworów miękki bop. Trzyma wysoki poziom całego albumu, natomiast niczym specjalnym nie zaskakuje. Nadałby się do posłuchania w knajpie przy pysznym napoju. Znów na wyróżnienie zasługuje Roy Haynes na perkusji. Najkrótszy na płycie ‚McNeil Island’ to właściwie dialog muzyczny Hilla i Hendersona, bardzo sympatyczny. ‚Land Of Nod’ ma cyrkowy klimat, mocno złożony temat przewodni i dużo wdzięku. Tak jak cała strona B nie należy może do wybitnych, natomiast słucha się go bardzo przyjemnie.

W gruncie rzeczy jest to bardzo dobra płyta, raczej nie arcydzieło, natomiast pierwsza strona zdecydowanie warta jest uwagi, wręcz świetna. Całości słucha się bez zbytniego wysiłku. Jest tutaj sporo smaczków do wyłapania, ciekawych niestandardowych dźwięków, eleganckiej awangardy bez popadania w przesadę. ‚New Thing’ dla początkujących.

Grachan Moncur III ‎– Evolution

evolution

Blue Note 1963

A1 Air Raid
A2 Evolution
B1 The Coaster
B2 Monk In Wonderland

Grachan Moncur III – puzon
Jackie McLean – saksofon altowy
Lee Morgan – trąbka
Bobby Hutcherson – wibrafon
Bob Cranshaw – bas
Anthony Williams – perkusja

Pierwszy puzonista w Playtime’owym zestawieniu.

Grachan Moncur III (już samo nazwisko powoduje trudności w pisowni, muzyka wcale nie jest łatwiejsza) urodził się w 1937 roku w NY. Ostatni album wydał w 2007 roku, więc mimo 70 lat ciągle był (i być może jest nadal) aktywnym muzykiem.

Nie sięgając specjalnie w jego prehistorię (ojciec Grachan Moncur II był również muzykiem), można uznać, że początkiem jego jazzowej kariery była współpraca z Jazztetem Arta Farmera, z którym uczestniczył Moncur w nagraniu w 1962 roku płyty ‚Another Git Together’. Podczas studiów poznał m.in. Wayne’a Shortera i Gary Bartz’a. Już na początku kariery grał w takich klubach jak Birdland i Five Spot. W latach 1959-1961 był muzykiem zespołu Raya Charlesa. Szybko wkręcił się w roster Blue Note. Nagrywał z Jackie McLeanem (kilka albumów, m.in. ‚One Step Beyond’ i ‚Hipnosis’), Herbie Hancockiem (‚My point of view’ 1964) i wspominanym już wcześniej Shorterem. Później komponował muzykę do filmów (‚Blues for Mr. Charlie’), po drugim, również bardzo ciekawym albumie ‚Some other stuff’ (z Shorterem, Hancockiem i Anthony Williamsem w składzie) przez 5 lat nie nagrywał, powrócił w 1969 roku bardzo dobrym albumem ‚New Africa’ dla francuskiego labela BYG. Koniec lat 60tych charakteryzuje współpraca ze śmietanką Free Jazzu (m.in. Archie Sheppem i Roswellem Ruddem /również puzon/). Lata 70te to nagranie jazzowej symfonii (‚Echoes of Prayer’ 1974) i tylko w Japonii wydanego, 6tego autorskiego albumu ‚Shadows’ (1977). Ciekawym epizodem była współpraca z projektem 360 Degree Music Experience perkusisty Beavera Harrisa (m.in bardzo interesujący album ‚Beautiful Africa’ 1979). Aż do 2004 roku i albumu ‚Exploration’ z Gary Bartzem nie nagrywał niczego specjalnie godnego uwagi, głównie uczył (m.in w  Newark Community School of the Arts 1982-1991).

‚Evolution’ jest tak na dobrą sprawę debiutem sesyjnym Moncura jako leadera. Nagrany w składzie sextetu (Jackie Mclean i Lee Morgan stanowiący obok Moncura sekcję dętą, Hutcherson na wibrafonie, Bob Cranshaw i Tony Williams w sekcji rytmicznej). Znajdują się na nim 4 rozbudowane kompozycje – post bopowy ‚Air Raid’, totalnie odjechany utwór tytułowy, ‚The Coaster’ i dowodzący inspiracji twórczością Theleniousa Monka ‚Monk in Wonderland’.

W ‚Air Raid’ solem na pograniczu free popisuje się McLean. Lee Morgan odpowiada energetycznym solem na trąbce. Obu dogrywa nieco psychodelicznie Hutcherson. Williams buduje interesujące bopowe solo (grane w pół tonu).

‚Evolution’ zaczyna się napiętą atmosferą niczym z Hitchocka albo niektórych filmów francuskiej nowej fali (Malle,Chabrol). McLean wymiata soczystym solem na swoim altowym saksofonie, później swoje sola grają Lee Morgan, sam Moncur i na koniec Bobby Hutcherson (ten dziwny, metaliczny dźwięk wibrafonu!). Utwór mający być odwzorowaniem ‚początku rozwoju ludzkości’ jest niewątpliwie pozycją wyjątkową. Kwintesencją ówczesnych awangardowych poszukiwań jazzmanów nagrywających dla wytwórni Blue Note w tamtym czasie (1962-1965).

‚The Coaster’ wprowadza bardziej przyjazny, swingujący, nieco latynoski klimat. Zaczyna solem Moncur. Kontynuuje McLean. Potem Morgan. Wszyscy brzmią doskonale. Utwór trzyma w ryzach jak zawsze niezawodny Williams, dogrywając czasem swoje karkołomne wstawki. Rytmicznym, przestrzennym solem popisuje się Hutcherson. Moncur zamyka utwór swoim krótkim solem jak klamrą. Jest to dobry obraz możliwości technicznych wszystkich grających muzyków.

‚Monk in Wonderland’ zadziwia. Rzeczywiście motyw początkowy ma jakiś monkowski klimat, jednak pozostawia słuchacza w rozterce – Monk czy nie-monk? Jednak nie, bardziej nowoczesny i uporządkowany, mimo przeważającej abstrakcji. Hit czy doskonale technicznie zagrana klisza z Monka? Sprawę pozostawiam nierozstrzygnięta…

Kariera Moncura potoczyła się odmiennie od wielu pozostałych utalentowanych muzyków Blue Note’a tworzących nurt zwany niekiedy ‚new thing’, takich jak Bobby Hutcherson czy jego dobry kumpel Jackie McLean. Natomiast jego obecność zazwyczaj oznaczała odpowiedni, wysoki poziom muzyczny i dużo awangardowych, niestandardowych rozwiązań muzycznych. Warto sięgnąć szczególnie po pierwsze dwa albumy Grachana Moncura III!

Joe Henderson ‎– Inner Urge

inner urge

Blue Note 1965

A1 Inner Urge
A2 Isotope
B1 El Barrio
B2 You Know I Care
B3 Night And Day

Joe Henderson – saksofon tenorowy
McCoy Tyner – pianino
Bob Cranshaw – bas
Elvin Jones – perkusja

Ta wytwórnia. Ten rok. Ci wykonawcy. Apogeum rozwoju jazzu akustycznego. Henderson, Tyner, Jones. Mistrzowski skład. Bob Cranshaw jedynie odstaje pod względem rozpoznawalności, ale tak to już jest z basistami, wieść gminna niesie, że grający na tym instrumencie jazzmani nie znają słowa trzeźwość. Z basistów tylko Ron Carter i Dave Holland uzyskali światową rozpoznawalność, może jeszcze kilku innych. Na pewno nie Bob Cranshaw.

Joe Henderson (1937 – 2001) to może nie format Coltrane’a, ale bardzo solidny gracz. Pochodzi z Ohio. Brał udział w bardzo wielu interesujących sesjach, głównie dla Blue Note (‚Sidewinder’ Lee Morgana, ‚Song for my Father’ Horace’a Silvera, ‚Idle Moments’ Granta Greena, ‚Point of Departure” Andrew Hilla, ‚Unity’ Larry Younga). Sporo nagrywał tez dla Hancocka (‚The Prisoner’, ‚Fat Albert Rotunda’) i dla Freddie Hubbarda (‚Red Clay’, Straight Life’). Ma mocny, soczysty ton. Nie schodzi nigdy poniżej pewnego poziomu.

Tytułowy utwór ucieka tak szybko, że trudno za nim nadążyć. Henderson gra melodyjnie, dość kombinacyjnie. Miejscami free. Cały utwór brzmi nowocześnie, dosyć dramatycznie. Tyner prezentuje swoje możliwości bez wpadania w przesadę, dość mocno akcentując, w swoim stylu. Jones dużo gra na talerzach, wykorzystując dosyć wysokie tony. Jego solo to dynamit. Blisko 12to minutowy utwór trzyma doskonale w napięciu przez cały czas. Kwartet brzmi jak kwintet a może nawet sekstet. Dużo dźwięków generuje ta garstka muzyków. Ledwo słyszalny bas Cranshawa wzmacnia się dogrywając Hendersonowi do motywu przewodniego. Dobry, dosyć neurotyczny numer.

‚Isotope’ zaczyna się frywolną, monkowską melodyjką. Jest to również kompozycja Hendersona. Dominuje w niej weselszy, relaksacyjny tembr saksofonu. Henderson gra bardzo rytmicznie, tanecznie. O maestrii Elvina Jonesa nie muszę nawet tutsaj wspominać (wspomnę w kontekście sygnowanej przez niego płyty w niedługim czasie). Tyner zaczyna bluesowymi, wysokimi akordami. Zgrabnie i szybko przemyka po swoim pianinie. Inspirująca w kwartecie jest przestrzeń, jaką poszczególni muzycy mają dla siebie w każdym utworze. Sola są długie i treściwe, mogą sobie pograć do woli. Henderson gra nawet drugie solo dogrywając Jonesowi. Wielki, bezpretensjonalny luz niesie się się przez cały ‚Isotope’.

2ga strona zaczyna się od zawodzących głucho dźwięków saksofonu tenorowego Hendersona w ‚El Barrio’. Jest trochę spokojniej, raczej piano niż forte. Bujające rytmy wyrywane przez Jonesa niosą ten utwór do przodu. Powiedzieć ‚latynosko’ to nic nie powiedzieć. Raczej mieści się w poetyce post bopu, poczynając na ‚Ole’ Coltrane’a, a kończąc na ‚Nefertiti’ Davisa. Słucha się tego wybornie. Henderson przekazuje całą masę emocji. Tyner akcentuje swoje solo troszkę arytmicznie, może nawet kubistycznie. Henderson kontynuuje rozpaczliwymi dźwiękami.

‚You Know I Care’ to kompozycja Duke’a Pearsona, bardzo wyciszająca i odprężająca od samego początku. Klasyczna formalnie, urzeka spokojem i rozwagą. Henderson gra tak, że właściwie nie zwraca się uwagi na dźwięki generowane przez jego saksofon, tak doskonale wpasował się w utwór Pearsona. Nawet Jones gra bardzo oszczędnie i z wyjątkowym dla siebie spokojem. Może ‚You Know I Care’ nie porywa i nie wbija w podłogę, ale zagrany jest aż do szpiku kości poprawnie i z wyczuciem.

Klasyk Cole Portera ‚Night And Day’ z 1956 roku, śpiewany w oryginale przez Ellę Fitzgerald, zagrany jest z dodatkiem latynoskiej werwy. Jones prowadzi bardzo energicznie, przez moment nie odpuszcza. Henderson dorzuca całą serię miłych dla ucha, pełnych dźwięków. Tyner pogania trochę sekcję rytmiczną, ‚wyrywa do przodu’. Muzycy nie pozwalają się nudzić. W klasyku dzieje się cała masa nowoczesnych rzeczy, chociaż obie wersje dzieli dekada. Na koniec jeszcze Henderson dogrywa szybkie solo.

Ten album to bardzo solidna porcja dobrego jazzu. Może nie zawsze awangardowego, czasem nieco klasycyzującego, ale w sumie buduje to przyjemną dla ucha równowagę. Warto jest zwrócić uwagę na twórczość Hendersona. Również na niedawno przypomnianą przez Blue Note kolejną po ‚Inner Urge’ jego autorską płytę ‚Mode for Joe’ (1966).

‚Inner Urge’ zostało wydane w doskonałym 1965 roku.

Jackie McLean ‎– Action

action

Blue Note 1964

A1 Action
A2 Plight
B1 Wrong Handle
B2 I Hear A Rhapsody
B3 Hootnan

Jackie McLean – saksofon altowy
Charles Tolliver – trąbka
Bobby Hutcherson – wibrafon
Cecil McBee – bas
Billy Higgins – perkusja

Niezły rozrabiaka musiał być z tego Pana. Jeszcze w latach 50tych przeżył, jak zresztą wielu innych jazzmanów w tym okresie, uzależnienie od heroiny. Grając z Mingusem, został w końcu przez niego wywalony (dosłownie) ze składu, na co zareagował próbą zaatakowania olbrzymiego Charliego nożem. Podobno cieszył się w późniejszym okresie, że jednak nie dziabnął Mingusa, może ze względu na jego późniejsze dokonania. Kawał jazzowego chuligana!

Jackie Mclean urodził się w muzycznej rodzinie na Harlemie (ojciec był gitarzystą, ojczym prowadził sklep płytowy). Zrobił błyskawiczną karierę. Jego idolem był oczywiście Bird. Jeszcze w latach 50tych mocno namieszał na bebopowej scenie, razem z Davisem nagrał album ‚Dig’ (1956 Prestige). Z wybuchowym Charlie Mingusem stworzyli w tym samym roku niezwykły team na świetnym albumie ‚Pithecanthropus Erectus’ (1956 Atlantic), prekursorskim dziele na pograniczu free jazzu jeszcze przez rewolucją Ornette Colemana.

Był McLean niezwykle płodnym artystą, nagrał jako leader ponad 20 albumów dla kultowej wytwórni Blue Note (przede wszystkim w latach 1959-1967). Na początku kariery nagrywał dla wytwórni Prestige, natomiast w latach 70tych dla mało znanej duńskiej wytwórni SteepleChase. Szczególnie na przełomie lat 50tych i 60tyh nagrywał bardzo intensywnie, ponieważ ze względu na uzależnienie od narkotyków zabrano mu licencję na występy w klubach. Współpraca z duńczykami wynikała natomiast ze spadku zainteresowania bopem w Stanach, a McLean jako prawdziwy bopowiec nie pomyślał nawet o przestawieniu się na elektryczne czy też funkowe granie. Jego muzyka to kontynuacja stylu Charliego Parkera z dodatkiem abstrakcyjnego frazowania Ornette Colemana.

Posiadał dynamiczny styl na pograniczu hard bopu i free jazzu, określany przez krytyków jako ‚słodko-gorzki’, ‚przenikliwy’ i ‚wrzaskliwy’, bardzo mocno osadzony w tradycji bluesowego grania. Pierwsza połowa lat 60tych datując od albumu ‚Capuchin Swing’ (Blue Note 1960) to najbardziej zaawansowany artystycznie okres w jego karierze. Klimat wytwórni Blue Note musiał wtedy sprzyjać eksperymentom muzycznym, obok takich artystów jak Bobby Hutcherson czy też Anthony Williams czy Grachan Moncur III stanowił awangardę ówczesnego jazzu, tak zwany nurt ‚New Thing’. Efektem tego twórczego fermentu było bardzo dużo świetnych płyt, wydanych oczywiście przez Blue Note, takich jak ‚Dialogue’ Hutchersona (1965), ‚Spring’ Williamsa (1965) czy też ‚Evolution’ (1963) Moncur’a III, na której zresztą zagrał sam McLean.

Od 1968 roku po wygaśnięciu kontraktu z BN, wykładał w muzycznym konserwatorium Hartt na Uniwersytecie Hartforda.

Płyta ‚Action’ została nagrana w 1964 roku w składzie kwintetu z Hutchersonem na wibrafonie, Charlesem Tolliverem na trąbce i z sekcją rytmiczną Cecil McBee (bas) i Billy Higgins (perkusja). Już okładka pozwala nasycić się energią McLean’a – dynamiczne zdjęcie obrazujące autora, a właściwie ekspresyjny negatyw i do tego jakby krzyczący, wielokrotnie powtórzony tytuł – Akcja Akcja Akcja!!!

Tytułowy utwór ma rzeczywiście klimat bopowego pościgu. Zaczyna McLean szybkim i melodyjnym solem na swoim alcie. Nerwowa perkusja Billy Higginsa nie daje chwili odpoczynku. Do tego Hutcherson w swoim modalnym stylu dogrywa arytmiczne, tajemnicze dźwięki na wibrafonie. Mieszanka wybuchowa! Ma się wrażenie, że McLean może tak grać godzinami, że raczej nakręca go polskie białko a nie makowa panienka. Charles Tolliver mocuje się ze swoim instrumentem, próbując utrzymać tempo McLean’a. Ledwo nadąża, ale trzyma rytm. Hutcherson to pewniak. Gra z lekkością, elegancko. Abstrakcyjne dźwięki jego wibrafonu wspaniale tonują szorstkie, hardbopowe tempo sekcji rytmicznej. W tym ponad 10cio minutowym pościgu znajduje się jeszcze miejsce dla krótkiego perkusyjnego sola Billy Higginsa. Zamyka go radośnie połamany motyw przewodni. Action!

Walczykowato-bujający ‚Plight’ zaczyna się miękkimi, wodnistymi dźwiękami wibrafonu i granym na 2 dęciaki motywem, który spokojnie mógłby znaleźć się w ‚Bullicie’. Bluesowe sola zaczyna McLean. Czysto, rytmicznie. Pózniej Tolliver. Krótko i zwięźle, na 5tkę. Hutcherson dodaje coś arty, dosładza, dodaje głębi. Tytułowy Ciężki Los jest w sumie dość lekki i przyjemny.

Doskonale wyciszający ‚Wrong Handle’ otwiera stronę B albumu. Dęciaki tworzą atmosferę odpoczynku na włoskiej Rivierze. Tolliver umila słuchaczom czas klarownymi dźwiękami swojej trąbki. Wszystko jest ok, panuje atmosfera jak na Titanic’u – lekki wiaterek, bryza muskająca opalone czoła, zimne drinki i leżaki na pokładzie. Tylko w oddali majaczy jakaś góra lodowa. McLean gra super czysto, wręcz aksamitnie jak na siebie. Hutcherson odnajduje się świetnie w tym numerze, jak zresztą na całej płycie. Sekcja rytmiczna trzyma to całe rozleniwienie w kupie, dźwięki perkusji płyną wolno i majestatycznie.

Klasycznie ‚bigbandowy’ ‚I Hear a Rhapsody’ dodaje nieco lukru. Swingująca perkusja, dyskretny walkin’ basu Cecila McBee, najwyraźniej trzeźwy lider zespołu – mógłby to być przebój każdego dancingu. Ręce składają się do oklasków.

A na zakończenie basowy klang McBee, wibrafon Hutchersona, saksofon altowy McLean’a, trąbka Tollivera i perka Higginsa – ‚Hootnan’, czyli slangowe określenie przyjemności. Szybki bopowy blues, zagrany jak w zegarku, bez fałszywego tonu, ze świetnym, wczutym solem Tollivera i jedynym na płycie solem basowym McBee. Let’s swing!

Chuligan – osoba łamiąca zasady współżycia społecznego: biorąca udział w bójkach, dokonująca dewastacji mienia publicznego, popełniająca drobne przestępstwa.

Bobby Hutcherson ‎– Dialogue

dialogue

Blue Note 1965

A1 Catta
A2 Idle While
A3 Les Noirs Marchent
B1 Dialogue
B2 Ghetto Lights

Bobby Hutcherson – Wibrafon, Marimba
Sam Rivers – Saksofon Tenorowy/Sopranowy, Klarnet basowy, Flet
Freddie Hubbard – Trąbka
Andrew Hill – Pianino
Richard Davis – Bas
Joe Chambers – Perkusja

Wibrafon zdecydowanie nie jest najpopularniejszym instrumentem jazzu. Plasuje się zapewnie gdzieś pod koniec pierwszej dziesiątki. Najbardziej znani wibrafoniści to Milt Jackson, bopowiec odnoszący majwiększe sukcesy na przełomie lat 50tych i 60tych i Roy Ayers, soulowo funkowy kompozytor/instrumentalista, w latach siedemdziesiątych lider zespołu Ubiquity, autor doskonałej muzyki do filmu blaxploitation ‚Coffy”. No i Bobby Hutcherson.

Hutch był życiowo skazany na zostanie muzykiem jazzowym. Jego brat był szkolnym przyjacielem Dextera Gordona, a jego siostra chodziła z Ericiem Dolphym. Zaczynał od pianina, żeby szybko przestawić się na wibrafon. Największe sukcesy zaczął odnosić młodo, w wieku zaledwie 22 lat nagrał wspólnie z hardbopowym saksofonistą Jackiem McLeanem ponadprzeciętną płytę ‚One step beyond’ (1963), na której wystąpił razem z Grahamem Moncurem III (puzon) i Tonny Williamsem (perkusja). Rok później przyczynił się do powstania arcydzieła – ‚Out to Lunch’ Erica Dolphiego. W 1965 roku debiutuje płytą ‚Dialogue’.

Współpraca z McLeanem, a przede wszystkim z Moncurem i Dolphym sytuuje ówczesne zainteresowania Hutchersona w obszarze ‚nowego jazzu’. Otwartość na orientalną melodykę, wychodzenie poza klasyczną skalę, rozszerzanie granic dźwiękowych – to wszystko słychać w spektakularnym debiucie Hutcha.

Płytę wypełniają kompozycje autorstwa pianisty Andrew Hilla i perkusisty Joe Chambersa.

Już pierwsze charakterystyczne dżwięki perkusji w ‚Catta’ zapowiadają wysoki poziom całości. Rivers odważnie frazuje, ocierając się o free. Porządkują ten utwór rytmiczne akordy pianina Hilla. Freddie Hubbard wprowadza do utworu nową jakość, zahacza o latynoską nutę. Zresztą cały utwór ma taki styl, połamany rytmicznie. Dźwięk wibrafonu nasuwa na myśl słowo ‚perlisty’. Bardzo klarowne solo. Motyw przewodni może nie należy do najoryginalniejszych w historii Jazzu, ale ma swój niewątpliwy urok.

Sam Rivers grający tym razem na flecie wprowadza wyrazisty nastrój w powolnym ‚Idle While’. Freddie Hubbard doskonale czuje się w takich spokojnych, stonowanych utworach. Gra płynnie i czysto. Delikatne dźwięki wibrafonu Hutcha dodają temu numerowi kolorytu i elegancji. Solo basu Richarda Davisa to podróż w lekką arytmię. Zamyka „Idle While’ Rivers.

Marszowy rytm perkusji Chambersa otwiera ‚Les Noirs Marchent’. Awangardowy wstęp przypomina nieco dokonania Dolphiego. Robi się free. Hubbard, Hutch i Rivers grają równocześnie, wywołując nastrój chaosu i niepokoju. Ilustracyjność tego utworu mogłaby być kanwą filmowej muzyki, dajmy na to u Hitchcocka. Napięcie osiąga zenit i powoli numer się wycisza. Wchodzi równy rytm perkusyjny.

Strona B zaczyna się dźwiękami wibrafonu Hutchersona. Najdłuższy utwór na płycie, tytułowy ‚Dialogue’ to kwintesencja nowego jazzu lat 60tych. Arytmiczne konwersacje wszystkich uczestników, karkołomne kaskady dźwięków wibrafonu, stopniowe budowanie napięcia, atmosferyczne falowanie, któremu poddają się wszyscy muzycy – ‚Dialogue’ eksploruje nowe obszary, rozszerzając środki wyrazu. Hutch gra tym razem m.ni. na Marimbie, jej drewniane płytki w przeciwieństwie do metalowych wibrafonu, nadają temu utworowi specyficzne brzmienie. Rivers wzbogaca ten utwór nosowymi dźwiękami klarnetu basowego. Solo Davisa dodaje temu dialogowi melodyjności, porządkuje poprzedzający ją freejazzowy chaos, aby znowu rozlać się oceanem nieskoordynowanych brzmień. Bardzo wiele treści niesie ze sobą ten dialog.

Bluesowy ‚Ghetto Lights’ daje odprężenie po niezwykle intesywnym ‚Dialogue’. Hubbard przejmuje dowodzenie, proponuje solo z pomysłem, spójne melodycznie, pełne uroku. Rivers wtóruje mu refleksyjnymi pasażami saksofonu. Zastanawiające solo. Hutch prezentuje swoje klasyczne oblicze. Gra bardzo obrazowo i przejrzyście. Doskonale ułożona forma tego utworu pozostawia słuchaczy z wrażeniem harmonii.

Niebiesko-czarna okładka płyty dobrze oddaje intrygującą i skomplikowaną zawartość debiutu Hutchersona. Świetnie dobrany skład, równowaga między porządkiem i chaosem, bogactwo wyobraźni muzyków – to wszystko decyduje o ponadczasowym wymiarze i niegasnącym nowatorstwie tej płyty. ‚Dialogue’ to bez wątpienia jeden z najbardziej wyrazistych debiutów w całej historii muzyki Jazzowej. Bobby Hutcherson, mimo 70tki jest wciąż aktywnym muzykiem.