Wayne Shorter ‎– Night Dreamer

night-dreamer

Blue Note 1964/2015

A1 Night Dreamer
A2 Oriental Folk Song
A3 Virgo
B1 Black Nile
B2 Charcoal Blues
B3 Armageddon

Wayne Shorter – saksofon tenorowy
Lee Morgan – trąbka
McCoy Tyner – pianino
Reginald Workman – bas
Elvin Jones – perkusja

Jeden z najbardziej znanych saksofonistów tenorowych w historii jazzu. Swoje piętno odcisnął przede wszystkim w drugim kwintecie Milesa Davisa (1964-69) razem z Herbie Hancockiem, Ronem Carterem i Tony Williamsem. W latach 1964-74 wydawał regularnie autorskie płyty dla wytwórni Blue Note (m.in Night Dreamer, Adam’s Apple, Speak No Evil). W latach 1970-1986 współtworzył supergrupę Weather Report, wspólnie z m.in. Joe Zawinulem, Jaco Pastoriousem, Miroslavem Vitousem i Alphonse Mouzonem.

Autor wielu standardów jazzowych na czele z utworem ‚Footprints’. Posiadający bardzo silny i czysty ton. Stylistycznie wywodzący się z hard bopu. Jeden z autorów stylu fusion.

‚Night Dreamer’ to jego debiut jako lidera dla Blue Note. Udało się Shorterowi zbudować mistrzowski skład z Lee Morganem na trąbce, McCoyem Tynerem na pianinie, Elvinem Jonesem na perkusji i Reginaldem Workmanem na basie.

Muzycznie ten album plasuje się w rejonie Modern Jazzu, może nawet trochę zahaczając o Cool. Jest elegancko wyważony, ma wiele ciekawych motywów. Stylistycznie opiera się na bluesie, miejscami przenikając new thing spod znaku Andrew Hilla. Nie ma na nim przesadnego free, wyczuwa się tradycyjną szkołę Arta Blakeya i jego Jazz Messengers. Stylistycznie plasuje się ‚poza czasem’- mając z jednej strony mocną podstawę w postaci bluesa, a z drugiej nieznaczny element awangardy new thing. Warto wsłuchać się w indywidualną twórczość Shortera dla Blue Note.

Pat Martino ‎– El Hombre

pat martino

Prestige 1967

A1 Waltz For Geri
A2 Once I Loved
A3 El Hombre
A4 Cisco
B1 One For Rose
B2 A Blues For Mickey-O
B3 Just Friends

Pat Martino – gitara
Danny Turner – flet
Trudy Pitts – organy
Vance Anderson, Abdu Johnson – perkusjonalia
Mitch Fine – perkusja

Debiutował jako lider w wieku dwudziestu kilku lat, nagrywając omawiany tutaj album dla wytwórni Prestige (a w późniejszym okresie jeszcze 4ry albumy, w tym bardzo dobre ‚East!’, ‚Desperado’ i ‚Baiyina (The Clear Evidence)’, z elementami psychodelii). Jako największe inspiracje uznawał gitarzystę Wesa Montgomery, arcy jazzmana Johna Coltrane’a, z którym studiował i Stana Getza. Wcześniej uczestniczył w zjawisku raczkującego filadelfijskiego rocka i nagrywał m.in. z Erikiem Klossem i Bobby Hutchersonem. Jego kariera rozwijała się płynnie aż do nieszczęsnego dnia w 1976 kiedy zaczął podupadać na zdrowiu. Miał tętniaka, stracił pamięć, przeszedł bardzo długą rekonwalescencję. Wrócił po 10ciu latach albumem ‚ The Return’. I mimo poważnych problemów zdrowotnych wznowił karierę na dobre. Nadal aktywny, zdołał nagrać kilka interesujących albumów, otrzymać sporo nagród i wyróżnień (m.in nominacje do Grammy za ‚Live at Yoshi’s’ i ‚Think Tank’ w kategorii najlepszy album instrumentalny).

Jeden z najlepszych gitarzystów z pogranicza modern jazzu i fusion, posiadający świetną technikę gry na instrumencie i indywidualne wyczucie epokowych trendów muzycznych, czego przykładem są ‚psychodeliczne’ albumy z końca lat 60tych i fusion z pierwszej połowy lat 70tych (m.in. ‚Consciousness’ z 1974 roku).

‚El Hombre’ to pierwsza sesja nagraniowa Martino sygnowana jego nazwiskiem. Młodziutki był wtedy, równie wcześnie zaczął profesjonalną karierę co Hancock. Już pierwsze takty ‚Waltz for Geri’ dają próbkę jego możliwości jako instrumentalisty. Mimo młodego wieku, a może właśnie dzięki swojej młodzieńczej energii gra żywiołowo. Do tego dorzuca nieskazitelną technikę, słychać u niego tendencję do grania rytmicznego, a akcentowanie jest wręcz rockowe. Płyta nagrana w 1967 roku, a więc w apogeum rozwoju hipisowskiego ruchu w Stanach. Ciekawy jest skład tej płyty, flet i organy bez basu (a la The Doors :D), z całkowicie nieznanymi muzykami sesyjnymi. Muzycznie jest raczej klasycznie, walce, latynoskie, przyjemne dla ucha melodyjki, rozbudowane bluesowe utwory na stronie B. Dopiero na kolejnych albumach Martino stylistycznie rozwinął się w kierunku psychodelii, co nie oznacza, że czegoś ‚El Hombre’ brakuje – brzmienie jest ciepłe, zespół zgrany, płyty słucha się z przyjemnością.

Martino mimo, że nie jest innowatorem na miarę Colemana, ma swój wkład w rozwój jazzu, szczególnie w kierunku psychodelii na przełomie lat 60tych i 70tych. Do tego dochodzą jego wysokie umiejętności techniczne. Warto zwrócić uwagę na jego twórczość i docenić siłę ducha człowieka, który po ciężkiej chorobie i 10 latach przerwy wrócił po latach na scenę.

Gary Burton ‎– The New Quartet

GB

ECM 1973

A1 Open Your Eyes, You Can Fly
A2 Coral
A3 Tying Up Loose Ends
A4 Brownout
B1 Olhos De Gato
B2 Mallet Man
B3 Four Or Less
B4 Nonsequence

Gary Burton – wibrafon
Michael Goodrick – gitara
Abraham Laboriel – bas
Harry Blazer – perkusja

Gary Burton – urodzony w 1943 w Indianie, wcześnie rozpoczął karierę wibrafonisty. Pierwsze nagrania Burtona datuje się na 1961 rok, czyli w wieku 18 lat był już w stanie przystąpić do profesjonalnych sesji nagraniowych. W pierwszej połowie lat 60tych współpracuje ze Stanem Getzem (Getz / Gilberto #2 1965), Quincy Jonesem (Quincy Jones Explores The Music Of Henry Mancini 1964) i Sonny Rollinsem (3 In Jazz 1963). Nagrywa kilka albumów dla RCA (1963-69), aby płynnie przejść w 1967 roku do wytwórni Atlantic, gdzie nagrywa m.in. z Keithem Jarrettem i Patem Methenym. W 1968 zostaje wybrany Jazzmanem roku przez prestiżowy magazyn Down Beat jako najmłodszy laureat w historii tej nagrody. W końcu trafia do ECM, z którą wiąże się na blisko 2 dekady., nagrywając m.in. z Chickiem Coreą. Nagrywa głównie w kwartetach z pianistami albo gitarzystami (do jego zasług należy wypromowanie Pata Metheny), chociaż nie unika duetów (m.in ‚Crystal Silence’ 1973 ECM) i nagrań solowych (Alone at Last 1971, nagroda Grammy). Jego styl gry należy do dość subtelnych. Nie unika formy rockowej, większość nagrań jest w eleganckim stylu fusion.

The New Quartet był ecmowską odpowiedzią na będący sukcesem pierwszy kwartet z Larry Coryellem na gitarze i Stevem Swallow’em na basie (nagrania dla RCA Victor). Nagranie trwało 2 dni marca 1973 roku.
Autorami zawartych na tym albumie utworów jest cała plejada jazzowych gwiazd tamtego okresu – Keith Jarrett, Chick Corea, Carla Bley i lider we własnej osobie – Gary Burton. Do tego angielski pianista Gordon Beck i kompozytor rodem z Zimbabwe (!) Michael Gibbs (po 2 kompozycje). Co do instrumentalistów – basista Abraham Laboriel to intensywnie grający muzyk sesyjny m.in Nathana Davisa, Jimmy Smitha i Benny Maupina. Mick Goodrick grał jeszcze z Jackiem De Johnette i Woodym Hermanem. Harry Blazer to muzyk przede wszystkim związany z Garym Burtonem.

Muzyka na tej płycie jest zdecydowanie przyjazna słuchaczowi. Funkująca sekcja rytmiczna w połączeniu z miękkim brzmieniem wibrafonu Burtona daje znakomity efekt. Michael Goodrick na gitarze nieźle wywija, nieco w latynoskim stylu (‚Open Your Eyes, You Can Fly’ autorstwa Chicka Corea). Jest trochę muzyki relaksacyjnej (‚Coral’/Keith Jarrett), nieco delikatnie progresywnego grania a la Robert Fripp (‚Tying Up Loose Ends’/Gordon Beck), nawiązań do jazz-funku a la Roy Ayers (‚Brownout’/Burton). Stronę B otwiera piekna ballada ‚Olchos de Gato’ autorstwa Carli Bley.

Carla-Bley

‚Mallet Man’ – autorstwa Gordona Becka – to swoisty chołd dla Burtona, który jako pierwszy wprowadził nowy styl gry na wibrafonie – używał 4 pałeczek zamiast standardowych dwóch, co zdecydowanie zróżnicowało brzmienie. ‚Four Or Less’ autorstwa Mike’a Gibbsa to już rockowe granie, którego nie powstydziliby się Beatlesi, lekko bluesowe z dziwnym metrum. Płytę kończy swingujący jazz funkowy post bop ‚Nonsequence’ autorstwa Mike’a Gibbsa.

Gary Burton chyba sam nie spodziewał się, że można grając na tak mało popularnym instrumencie jak wibrafon zajść tak daleko w świecie jazzu – a jednak mu się to udało. Został 15tokrotnie nominowany do nagrody Grammy, nadal jest aktywnym muzykiem. Jest jednym z innowatorów stylu fusion w jazzie i techniki gry na wibrafonie.

Dexter Gordon ‎– One Flight Up

Najważniejszą kwestią związaną z harmonijną muzyką jest umiejętność słuchania. A ‚Tanya’ jest zdecydowanie utworem pełnym harmonii, a równocześnie energetycznym. W gruncie rzeczy cała płyta ‚One flight Up’ jest świetnie ułożona i doskonale nagrana. Do tego charakteryzuje się spójną wizją i ciekawym rozłożeniem akcentów. Zawiera tylko 3 utwory, pierwszy autorstwa Donalda Byrda, drugi pianisty Kenniego Drew, a tymczasem 3ci to klasyk z 1939 roku autorstwa duetu DeLange i Van Heusen.

Skład jest dość klasyczny, kwintet na 2 dęciaki, pianino i sekcję rytmiczną. Jednakże diabeł tkwi jak zawsze w szczegółach – doprowadzonej do perfekcji technice i w elementarnej rozwadze połączonej z głęboką emocjonalnością. Do tego tworzący ten kwintet muzycy unikają egoistycznych tyrad, grają spójnie i z energią, doskonale się zgrywając.

Prawdziwym majstersztykiem jest ‚Tanya’, blisko 20 minut pięknego grania. 2ga strona może już nie ma tej magii, jednak nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

Płyta ta jest prawdziwym dziełem sztuki, bez niepotrzebnych ozdobników i udziwnień. Warto jej słuchać i uczyć się od starych mistrzów.

Blue Note 1964

A Tanya
B1 Coppin’ The Haven
B2 Darn That Dream

Dexter Gordon – Saksofon Tenorowy
Donald Byrd – Trąbka
Kenny Drew – Pianino
Niels-Henning Orsted Pedersen – Bas
Art Taylor – Perkusja

Lee Morgan ‎– Cornbread

cornbread

Blue Note 1965

A1 Cornbread
A2 Our Man Higgins
B1 Ceora
B2 Ill Wind
B3 Most Like Lee

Lee Morgan – Trąbka
Jackie McLean – Saksofon Altowy
Hank Mobley – Saksofon Tenorowy
Herbie Hancock – Pianino
Larry Ridley – Bas
Billy Higgins – Perkusja

Edward Lee Morgan urodził się w Filadelfii w 1938 roku. Zmarł tragicznie zastrzelony przez własną żonę w klubie jazzowym pomiędzy występami w 1972 roku. Żył krótko acz intensywnie, już jako nastolatek nagrywał płyty dla Blue Note. Dla tej wytwórni nagrał ich kilkanaście, dodatkowo zostało wydane jeszcze kilka pośmiertnie na podstawie zarejestrowanego wcześniej materiału. Jako muzyk sesyjny ma na swoim koncie takie klasyki jak ‚Blue Train’ Johna Coltrane’a, ‚Moanin’ Arta Blakeya i Jazzmessengers, ‚Evolution’ Grahana Moncura III i ‚Mode for Joe’ Joe Hendersona. Był gwiazdą Blue Note, która zajaśniała pełnym blaskiem właściwie przez przypadek. Nagrany w 1963 utwór ‚The Sidewinder’, w klimacie soul-jazz/boogaloo, stał się wielkim hitem, nielegalnie został również wykorzystany w telewizyjnej reklamie samochodowej. Wielokrotnie później starał się powtórzyć sukces tego nagrania, aczkolwiek z różnym skutkiem. W tym samym czasie co ‚Sidewinder’ ukazała się ambitna pozycja z kręgu jazzu modalnego – ‚Search for the New Land’ z Waynem Shorterem na saksofonie, Grantem Greenem na gitarze i Herbie Hancockiem na pianinie. W latach 60tych nagrał jeszcze sporo dobrych lub bardzo dobrych albumów – ‚The Rumproller’ z Joe Hendersonem, ‚Charisma’ z Hankiem Mobleyem i Jackie McLeanem, ‚Gigolo’ z Shorterem. Ostatnim akordem było nagranie 2 płytowego albumu ‚Live at the Lighthouse’ z Bennie Maupinem. Niestety jego życie przerwał strzał z pistoletu Helen Morgan.

lee_morgan1

Jako trębacz Morgan znajdował się w gronie najwybitniejszych muzyków hard bopowych, jego gra charakteryzowała się silnym, muskularnym tonem, była przepełniona emocjami, zadziornymi tonami w funkujących utworach tanecznych/bopowych, jak też słodkimi i delikatnymi w balladach. Z czasem przeszedł z bopowego grania, poprzez okres soul-funk jazzowy z elementami jazzu latynowskiego (boogaloo) w stronę modalnego free bopu.

‚Cornbread’ jest efektem sesji z 18 września 1965 roku, w której uczestniczyli oprócz lidera saksofoniści Jackie McLean i Hank Mobley, Herbie Hancock na pianinie i Larry Ridley/Billy Higgins w sekcji rytmicznej.

Mocna stopa i konkretne brzmienie – to pierwsze wrażenie, jakie przychodzi na myśl słuchając utworu tytułowego. Świetne zgranie sekcji dętej i profesjonalizm – to drugie. Trąbka Lee Morgana podtrzymuje na duchu. Klarowne brzmienie robi duże wrażenie. W połowie lat 60tych Blue Note osiagnęło szczyt swojego rozwoju jako czołowego i nieco komercyjnego jazzowego labela. Zaczęły się pojawiać hity. Ludzie słuchali tego na potęgę. Rock dopiero raczkował, pierwsze płyty Beatlesów i Stonesów zaczynały robić różnicę, ale jazz był wtedy bardzo mocny.

‚Cornbread’ to 9 minut soczystego acid jazzowego grania, boogaloo. Bez fałszywej nuty, wszystko czyściutkie. Spokojnie mogłoby dzisiaj zabrzmieć na function one.

‚Our Man Higgins’ jest już nieco bardziej skomplikowane formalnie. Zaczyna się od nieco colemanowskiego motywu na dęciakach. Jackie McLean gra dość free na saksie. Świetnie! Kontynuują Morgan i Mobley. Przekazują dużo dobrej i mocno pokręconej energii. Hancock gra modalnie, z wyczuciem, raczej uspokaja emocje. Billy Higgins jeszcze dorzuca nieco mocnego uderzenia na perce. Ten numer to ciekawie zaaranżowany awangardowy hard bop godny swoich czasów. Pierwsza klasa jazzowego grania.

‚Ceora’ otwiera stronę B płyty i od razu robi się spokojniej. Grają Hancock, Higgins i Larry Ridley na basie. Dęciaki grają w półtonu, harmonijnie i na luzie. Morgan otwiera część solistyczną bardzo ładnymi dźwiękami swojej trąbki. Akcentuje po swojemu, dość mocno acz elegancko. Mobley dodaje ciepła na swoim tenorze. Bossa nova pierwsza klasa.

‚Ill Wind’. Tym razem zaczyna się bluesowo, leniwe dźwięki trąbki sączą się powoli i majestatycznie. W starym stylu. Morgan gra nieco ściszony (z kaczką) a la Armstrong. Mobley dogrywa, a Morgan gra dalej swoje leniwe dźwięki. Ten blues ma ciekawą, niestandardową konstrukcję. Hancock gra bardzo poprawnie, trudno sobie wyobrazić słysząc te dźwięki jego awangardowe odjazdy z lat 70tych…Technicznie jest jak zawsze na najwyższym poziomie, chyba tylko Thelonious Monk przewyższa go w tej kwestii, może jeszcze Jarret mógłby się równać z Herbiem. Hanock jest jednym z najczęściej grających/nagrywających muzyków w historii, nie bez kozery.

‚Most Like Lee’ przyspiesza nieco, wprowadza taneczny rytm. Kolejny chwytliwy motyw muzyczny, do których Morgan miał zdecydowanie talent kompozytorski. ‚Sidewinder’ jest tego najlepszym przykładem.
Mobley gra solo w wysokich rejestrach, dynamiczne. Morgan podkręca, mocno i rytmicznie. Sekcja gra równo. McLean dociska na swoim alcie. Wszystko w tempo (i to dosyć wysokie). Ostatni utwór na płycie, a nie jest żadnym wypełniaczem. Hancock streszcza się mocno. Swoje trzy grosze dorzuca jeszcze basista. Ostatnia minuta – solo na basie, połamane dźwięki perkusji, lekkie motywy pianina, szybki most i i motyw kończący, wszystko w kilkadziesiąt sekund.

Czerwona okładka płyty i dość agresywna grafika, plus zdjęcie Morgana – wiadomo, kto tu jest gwiazdą. Natomiast obecność Hancocka i McLeana dodaje tej płycie zdecydowanie smaku. Ogólnie rzecz biorąc- bardzo dobra pozycja komercyjnego jazzu z ambicjami. Warto sięgnąć po twórczość Lee Morgana, gdyż był on jedną z najjaśniej świecących (niestety krótko) gwiazd wytwórni Blue Note a do tego był świetnym muzykiem i utalentowanym kompozytorem.

Hubert Laws – Morning Star

morning star

CTI 1972

A1 Morning Star
A2 Let Her Go
A3 Where Is The Love
B1 No More
B2 Amazing Grace
B3 What Do You Think Of This World Now?

Hubert Laws – flet
John Tropea – gitara
Bob James – pianino
David Friedman – wibrafon
Ron Carter – bas
Billy Cobham – perkusja

Orkiestra pod batutą Don’a Sebesky

Za Encyklopedią Dionizego Piątkowskiego: „Muzyk pozostający pod znacznym wpływem jazzu, ale w swej sztuce poszukujący brzmienia klasycznego, symfonicznego.[…] Utalentowany flecista, zarejestrował kilkanaście albumów dla słynnej CTI Records, lansując lekkie, łatwe i przyjemne brzmienie fusion jazzu.”

Oto dosyć długa lista artystów, których sidemanem był Hubert Laws: Quincy Jones, Miles Davis, Herbie Hancock, Chick Corea, Ella Fitzgerald, Sarah Vaughn, Freddie Hubbard, Paul McCartney, Paul Simon, Aretha Franklin.

Otrzymał 3 nominacje do nagrody Grammy – za ‚In the Beginning’ (CTI 1974), ‚Morning Star’ i ‚Land of Passion’ (Columbia 1979).

Na płycie, dosyć krótkiej acz treściwej, 6 niezobowiązujących utworów z całą masą świetnych instrumentalistów. Klasycznie, bigbandowo, odprężająco. (Na marginesie to jedna z 3 płyt obok best of Niny Simone i live Freddiego Hubbarda, którą udało mi się zdobyć w nieistniejącej już kafei zarządzanej przez imć Brodacza obok Faworów na Mickiewicza). W tytułowym utworze wyróżnia się delikatne pianino elektryczne Boba Jamesa. Nie jestem specjalnym fanem brzmienia fletu, kojarzy mi się ten instrument z muzyką w podstawówce, aczkolwiek Hubert Laws daje radę. Wrażenie robi brzmienie całej orkiestry, płyta jest świetnie nagrana. Billy Cobham gra dosyć subtelnie jak na swoje możliwości artykulacji. ‚Let Her Go’ mogłoby spokojnie znaleźć się na ścieżce dźwiękowej westernu ‚Jak Zdobywano Dziki Zachód’ czy coś podobnego. Jest lekko po amerykańsku nadęte, ale w sumie bardzo ładne. Ociera się o kicz, chociaż nie razi pocztówkową urodą. Jest super profesjonalnie zagrane. Ostatni utwór na stronie A ‚Where Is The Love’ podobnie jak poprzednik urzeka delikatną cukierkowością. Ponownie najciekawsze jest brzmienie pianina. Smyczki działają na słuchacza niczym mały piesek w kinie familijnym – uwznioślają uczucia odbiorcy do granic jego wytrzymałości.

Strona B zaczyna się fajnym efektem echa dodanym do brzmienia fletu Lawsa. W ‚No More’ jest nieco więcej funku niż na całej stronie A. Oczywiście daleko do soczystego fusion funku Hancocka, wszystko jest podane z dystansem i umiarkowaniem. Pojawia się soulowy kobiecy wokal. Jest dobrze. ‚Amazing Grace’ jest bez wątpienia piękną melodią i niech tak zostanie. Na zakończenie ładna piosenka z elementami awangardowej muzyki wspóczesnej (harfa!) wyśpiewana solo przez Debrę Laws ‚What Do You Think Of This World Now?’.

Co można dodać – nie bez kozery Laws był nominowany do Grammy za tę płytę – jest rozmach, świetni instrumentaliści w topowej formie, duży format (orkiestra Dona Sebeskiego), piękne melodie. Doskonała rzecz na niedzielny relaks w kapciach na kanapie.

McCoy Tyner ‎– Sahara

sahara

Milestone Records 1972

A1 Ebony Queen
A2 A Prayer For My Family
A3 Valley Of Life
A4 Rebirth
B Sahara

McCoy Tyner – pianino, flet, koto, perkusjonalia

Sonny Fortune – saksofon sopranowy i altowy, flet
Calvin Hill – bas, perkusjonalia
Alphonze Mouzon – trąbka, perkusja, perkusjonalia

Bez wątpienia jeden z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych klasycznych pianistów jazzowych obok Theloniousa Monka i Billa Evansa. Zaczynał podobnie jak poprzednio omawiany Grachan Moncur III z Jazztetem Arta Farmera, aby szybko znaleźć na lata swoje miejsce w klasycznym kwartecie Johna Coltrane’a (trudno wymienić wszystkie nagrane razem z Coltrane’m płyty, cała masa świetnego materiału, warto wspomnieć o ‚A Love Supreme’ i ‚Ascension’). Równocześnie pojawiał się na płytach innych wykonawców (m.in.’Blue Spirits’ Freddie Hubbarda, ‚In’n’Out’ Joe Hendersona i ‚Juju’ Wayne’a Shortera). W 1965 roku odszedł z kwartety Coltrane’a ze względu na różnice w estetyce muzycznej, jego miejsce zajęła żona Coltrane’a Alice. Rozpoczął karierę jako leader. Nagrał kilka ciekawych albumów dla Blue Note (m.in ‚The Real McCoy’, ‚Time for Tyner’), aczkolwiek potrzebował trochę czasu, aby odnaleźć siebie na nowo po opuszczeniu grupy Coltrane’a jak też po śmierci genialnego saksofonisty. Jest 4rokrotnym laureatem grammy (1988-1995)

‚Sahara’ jest pierwszym albumem Tynera nagranym dla wytwórni Milestone.

Z otwierającego album ‚Ebony Queen’ emanuje porywający optymizm. Tak jakby autor wyzwolił się z obecności duchów przeszłości i spojrzał odważnie w przyszłość. Niestandardowe brzmienie saksofonu Sonny Fortune’a wzmacnia ten efekt, energetyzuje. Tyner mocno akcentuje, dynamicznie uderzając w klawisze swojego pianina. Jego solo jest szybkie, rozbrajające, miejscami dość atonalne. Całość stanowi przykład doskonałego awangardowego a równocześnie akustycznego jazzu.

Delikatniejszy ‚A Prayer For My Family’ rozpędza intensywne emocje budzone przez ‚Ebony Queen’. Utwór zagrany solo na pianinie urzeka swoim romantyzmem i brakiem kalkulacji, stanowi bezpośrednią ekspresję dojrzałego muzyka. Jednego z najlepszych pianistów w historii.

Egzotyczny instrument Koto wybrzmiewa na początku ‚Valley Of Life’. Intrygująco koresponduje z nim brzmienie fletu i przeszkadzajek. Wspaniale zostają wplecione w zakres estetyki jazzowej elementy world music. Zaskakujące, jak daleką drogę przebył McCoy Tyner od klasycznego kwartetu Coltrane’a. Z drugiej strony głęboka duchowość ‚A Love Supreme’ znajduje tu ponownie swój wyraz. Urzekające.

Kończący pierwszą stronę ‚Rebirth’ to ekstatyczny bopowy wybuch, opierający swą siłę na brzmieniu perkusji Alphonze Mouzon’a. Tyner bezpardonowo improwizuje, basista Calvin Hill dzielnie stara się utrzymać szaleńczy rytm utworu w ryzach. Sonny Fortune na saksofonie próbuje swoich sił w ekstatycznej solówce. Efektem jest kontrolowany chaos.

Całą drugą stronę płyty wypełnia utwór tytułowy. Co może symbolizować Sahara? Ogromną, pustą i monotonną przestrzeń? Zagubienie czy też nieskończoną wolność genialnego muzyka? Niewątpliwie jest wyrazem ogromnych sił witalnych twórcy, który mimo utraty niezwykłej osoby, inspirującego lidera, potrafił wypracować zupełnie nowy styl. Na nowo odnalazł siłę wewnętrzną, aby przenieść swoje emocje w abstrakcyjny obszar muzyki. Połączył hard bopową energię z atonalną wolnością ekspresji. W nowo utworzonym kwartecie uzyskał od dawna poszukiwane brzmienie.

Jest w tej płycie to coś nieokreślonego, co odróżnia genialną muzykę od poprawnej. Dziką energię muzyków spaja w całość dojrzała osobowość lidera. Warto posłuchać jednej z najlepszych płyt w historii jazzu, jaką bez wątpienia jest ‚Sahara’. Zapada na długo w pamięć.

Grant Green ‎– Iron City!

ic

Cobblestone 1972

A1 Iron City
A2 Samba De Orfeu
A3 Old Man Moses
B1 Put On Your High Heels Sneaker
B2 Sometimes I Feel Like A Motherless Child
B3 Work Song

Grant Green – gitara
Big John Patton – organy hammonda
Ben Dixon – perkusja

Jeden z najbardziej niedocenianych gitarzystów jazzowych w historii, Grant Green zniknął ze sceny stosunkowo szybko, bo na początku lat 70tych z powodu uzależnienia od narkotyków. Najlepszy okres w jego karierze zaczął się wraz z albumem ‚My Point of View’ Herbie Hancocka, na którym zagrał razem z wiecznie uśmiechniętym wirtuozem pianina i autorem wszystkich kompozycji na płycie, jak też z całą resztą ponadprzeciętnego zespołu (m.in. Donald Byrd na trąbce, Anthony Williams na perkusji, Hank Mobley na saksofonie tenorowym). To był rok 1963. Kolejne 2 lata to artystycznie same gwoździe – ‚Idle Moments’ z Bobby Hutchersonem i Joe Hendersonem, wydane pośmiertnie (1979) ‚Matador’i ‚Solid’, sesje nagraniowe z 1964 roku z Elvinem Jonesem i McCoyem Tynerem, wówczas niewydane. Współpraca z genialnym pianistą organowym Larry Youngiem zaowocowała wtedy nagraniem 2 albumów oczywiście również dla wytwórni Blue Note – ‚Talkin’ About’ i ‚Into Somethin’, ta ostatnia sygnowana przez Younga z udziałem Sama Riversa na saksofonie tenorowym. Ten okres to apogeum sukcesów Greena. Niestety pogłębiające się problemy z narkotykami szybko popsuły artystyczną drogę Greena, skutkując w latach 70tych problemami ze zdrowiem i ostatecznie śmiercią w 1979 roku. Mimo krótkiego życia dorobek artystyczny Greena robi wrażenie. Jeszcze w latach 60tych nagrał interesujące sesje dla Blue Note („Carryin’ On” z Idrisem Muhammadem na perkusji i wielokrotnie samplowany album ‚Alive’, zapis koncertu z 1970 roku sekstetu z uczestnictwem m.in. Ronnie Fostera na organach). Z tego okresu, bardziej funkowego niż lata 63-65, warte uwagi są jeszcze 2 albumy – soundtrack ‚The Final Comedown’ z 1972 roku i energetyczny album ‚Shades of Green’ (1972).

Stylowo Green mieścił się w szerokim spektrum soulowo-bluesowego, bardzo rytmicznego grania, przy czym lata, głównie w triach z organami i perkusją, nauczyły go niezwykłej klarowności i elegancji brzmienia. Dość nietypowo jak dla gitarzysty zainspirowany w swojej twórczości muzykami grającymi na instrumentach dętych (‚horn players’) takimi jak Charlie Parker i Miles Davis, próbował odtwarzać ich sposób grania w wersji gitarowej, z bardzo interesującym skutkiem. Dzięki takiemu podejściu uzyskał bardzo nieszablonowe brzmienie i indywidualny styl.

Album ‚Iron City!’ jest efektem sesji nagraniowej z 1967 roku. Płyta wydana dla dość niszowej wytwórni Cobblestone z NY w roku 1971 to zapis tria Greena z Big Johnem Pattonem na organach i Benem Dixonem na perkusji (wcześniej grających dla Arta Blakey’a). Pionierem takich zespołów jazzowych był świetny, funkujący organista Jimmy Smith już w latach 50tych. Sam Green ujmował to krótko – „gitara i organy dobrze współbrzmią’ („guitar and organ go well together”). ‚Iron City!’ zawiera 6 utworów, dość zróżnicowanych brzmieniowo: od soul-jazzu z elementami funku (‚Iron City’, bardzo taneczne ‚Put On Your High Heels Sneaker’), przez motywy latynoskie (‚Samba De Orfeu’), bluesowe zacinanie (wręcz rockowy ‚Old Man Moses’ i barowy ‚Work Song’) po przepełnione smutkiem ballady jazzowe (‚Sometimes I Feel Like A Motherless Child’). Może nie jest to arcydzieło, ale słucha się tego albumu z wielką przyjmnością. Przeważają w nim proste i skuteczne rozwiązania techniczne i melodyczne. Można tańczyć!

George Benson ‎– In Concert – Carnegie Hall

benson

CTI Records 1976

A1 Gone
A2 Take Five
B1 Octane
B2 Summertime

George Benson – gitara
Hubert Laws – flet
Ronnie Foster – pianino elektryczne
Wayne Dockery, Will Lee – bas
Andy Newmark, Marvin Chappell, Steve Gadd – perkusja
Johnny Griggs, Ray Armando – perkusjonalia

Wielki stylista, genialny interpretator o soulowym brzmieniu, George Benson zrobił niewątpliwie karierę. Rozbrat ze światem jazzu i wkroczenie do świata popu nastąpiło płynnie. Jako bezbłędny technik mógł właściwie zagrać wszystko – od klasycznego jazzu, przez jazz modalny, fusion, aż do disco. Muzyka to nie zawody o złote kalesony, ale gdyby zrobić ranking najlepszych gitarzystów w historii muzyki popularnej to pewnie mógłby spokojnie znaleźć się w pierwszej 20tce. Posiadający ogromną paletę dźwięków, od smooth jazzu aż po awangardowe dysonanse (z dużą przewagą tego pierwszego brzmienia), Benson na każdej swojej płycie udowadniał, że jest świetnym technikiem i bardzo wszechstronnym gitarzystą. Był z jednej strony uwielbiany, z drugiej – oskarżany o sprzeniewierzenie się jazzowemu graniu. Jazzowi puryści mówili stanowcze nie jego poczynaniom, natomiast był uwielbiany w środowisku „Wszystko za disco”. George Benson – wyjątkowy artysta.

Płyta In Concert nagrana dla Creeda Taylora to zapis koncertu z Carnegie Hall w Nowym Jorku. W przepięknym anturażu dźwięki jego gitary brzmią wyśmienicie i dyskretnie. Wspiera go niezwykły flecista jazzowy Hubert Laws, również gwiazda CTI, oczywiście nie tej wielkości co Benson, ale równie interesująca postać. Do tego pianista soul jazzowy Ronnie Foster, autor znakomitych albumów dla Blue Note takich jak Two-Headed Freap i Cheshire Cat. W sesji koncertowej uczestniczyło również 2 basistów, 3 perkusistów i 2 muzyków grających na instrumentach perkusyjnych. Bogata forma nie przysłania w tym przypadku treści, a są nią 4ry utwory – standard ‚Summertime’ George Gershwina, ‚Take Five’ Paula Desmonda. Dwie kompozycje Bensona – ‚Octane’ i szczególnie ‚Gone’ nie odstają znacząco od wyżej wymienionych standardów jazzowych – cała ekipa gra bardzo dobrze, a Benson miejscami elektryzująco. Do tego akustyka Carnagie Hall. Perełka.